Kibicuję dwóm drużynom - Cementarnicy 55 Skopje i Berwick Rangers.
Cementarnicę pokochałem w 2003 r., mając 13 lat - zaczęło się od pamiętnego dwumeczu w rundzie wstępnej Pucharu UEFA przeciwko GKS Katowice. W pierwszym meczu w Skopje było 0:0, choć lepsza była Cementarnica. W Katowicach padł remis 1:1, dający awans gościom. W 24 min. Almir Bajramovski zdobył cudownego gola przewrotką po dośrodkowaniu Naumova (choć był chyba jedynym piłkarzem Cementarnicy w polu karnym), 2. połowa to już heroiczna obrona wyniku. Ljupco Kmetovski dokonywał cudów w bramce, do dziś pamiętam jego go obronę nogą główki Jacka Kowalczyka z kilku metrów. Zaimponowała mi ta walka i niespodzianka, ale był też element, którego nie potrafię do końca racjonalnie wytłumaczyć, w końcu nie była to pierwsza ani ostatnia ego typu niespodzianka ani dramatyczna walka do końca uwieńczona sukcesem. Po prostu po tym meczu wiedziałem, że to będzie moja drużyna. W 2005 r. po raz pierwszy wybrałem się do Skopje, na derby Vardar - Cementarnica na Gradskim Stadionie (obecnie stadion Filipa II Macedońskiego). Padł remis 1:1, siedziałem obok zarządu Cementarnicy i dostałem autografy całej drużyny, później jeszcze wielokrotnie jeździłem do Skopje na mecze (ostatni raz w 2018 roku).
W przypadku Berwick Rangers było nieco inaczej - nie była to miłość od pierwszego meczu, jak w przypadku Cementarnicy, a raczej proces. Od dawna lubiłem piłkę szkocką, a studiując w Durham (północno-wschodnia Anglia), Berwick było najbliższym miejscem gdzie mogłem takową obejrzeć na żywo. Poza tym, bardzo często bywałem w Berwick jako w puncie przesiadkowym jeżdżąc na rozmaite stanowiska archeologiczne w Northumberland, które z pasją zwiedzałem w trakcie studiów, i miasteczko mnie oczarowało. Piękne położenie nad rzeką Tweed, dobrze zachowane fortyfikacje, świetna atmosfera i ciekawe muzeum. Zacząłem regularnie jeździć do Berwick na mecze w 2016 r., a momentem w którym w sercu zostałem kibicem Berwick było spotkanie z lutego 2017, kiedy pokonaliśmy Annan Athletic 4:1, hat-tricka strzelił Steven Thomson (ostatni gol był zresztą nominowany do bramki miesiąca w Szkocji - piękne uderzenie, na filmiku poniżej od 6:26). Po meczu kupiłem w klubowym sklepiku szalik, wkrótce zacząłem też jeździć (w miarę możliwości) na mecze wyjazdowe - byłem m.in. w Edynburgu, Cowdenbeath, Peterhead i Linlithgow. Choć zakończyłem już studia i wróciłem do Polski, przed pandemią starałem się wykorzystać każdą okazję, żeby polecieć na mecz The Borderers, i po pandemii będę chciał wrócić na Shielfield Park.



