Bardzo się cieszę, że znowu wygrał SB (chociaż wolałem, żeby w finale byli Green Bay - Tomek i Aaron to moi dwaj ulubieni zawodnicy). Pokazał wszystkim, że to on był tym decydującym czynnikiem a nie Bill Belichick. Nie porównywał bym tego do ostatniego pierścienia Manninag, bo on tam miał głównie nie przeszkadzać (co nie zawsze mu wychodziło) a 3/4 roboty zrobiła doskonała obrona. Tutaj zagrało prawie wszystko. Brady, obydwie linie (zwłaszcza defensywna, która wywierała ciągłą presję na Mahomsie), reciverzy, biegacze no i ten niesamowity Gronk. Facet wrócił z emerytury do Tampy, po to żeby zdobyć z Bradym kolejny pierścień. Swoją drogą ciekawe, ile jeszcze będzie trwała kariera Tomka. Już kilka lat temu, po jednym z wygranych finałów w Patriots myślałem, że powie po meczu, że odchodzi w stronę zachodzącego słońca, a tymczasem on cały czas to robi, pokazując jak bardzo zmienia się wyczynowy sport i jak długo można być na topie.
Oddzielny akapit dla Kansas City. Jedna z najlepszych ofensyw ligi kończy mecz bez przyłożenia. Zupełnie nie byli sobą. Upuszczali piłki, łapali głupie kary (swoją drogą gwizdkowi byli moim zdaniem kilka razy zbytnio drobiazgowi). Mahomes był ciągle pod presją, ale też nie dał od siebie niczego ekstra. Spodziewałem się po nim dużo więcej. Ma wszystko, żeby być największą gwiazdą ligi przez najbliższe lata, ale dzisiaj stary wyga pokazał mu, że wejść na szczyt jest łatwiej, niż się na nim utrzymać.
To jest świetny sport do oglądania, dużo bardziej trzymający w napięciu niż nasza ukochana piłka kopana. Trzeba tylko dać mu szansę, najlepiej oglądając z kimś, kto objaśni prosto zasady. Muszę się przyznać, że sam wkręciłem mocno w ten sport 2 osoby. Od kilku sezonów oglądam mniej meczy, ale jeszcze parę lat temu każda niedziela zaczynała się dla mnie o 19:00 a kończyła późno w nocy. Polecam.



