Union Berlin - Hoffenheim 1:1
Po kompromitacji w LE piłkarze Hoffenheim zremisowali w niedzielę na wyjeździe z Unionem Berlin, będąc nawet zespołem odrobinę lepszym. W 9 min. gospodarze objęli prowadzenie - przesunięty z konieczności do obrony Grillitsch ewidentnie spóźnił się z wślizgiem i faulował w polu karnym, a Max Kruse mocnym strzałem z wapna pod poprzeczkę pokonał Baumanna. To było jednak na tyle jeśli chodzi o ofensywne wyczyny Unionu w 1. połowie, zdecydowanie groźniejsze było Hoffenheim, dość swobodnie operując piłką na połowie rywala. W 14 min. Grillitsch znakomicie uderzył z dystansu, jednak Karius efektowną paradą uratował Union i odbił piłkę na róg. Ataki Hoffenheim przyniosły bramkowy efekt w 29 min. - Kramarić dograł piłkę przed bramkę do Bebou, tam interweniował Karius, ale odbijając piłkę przed siebie "nabił" naciskanego przez Bebou Schlotterbecka, który zaliczył trafienie samobójcze. Przez resztę 45 minut zdecydowanie aktywniejsze było Hoffe. Po przerwie Union rozpoczął grę nieco bardziej ofensywnie, chcąc oddalić ją od własnego pola karnego, ale i tak lepsze sytuacje miało Hoffenheim. W 76 min. stuprocentowej szansy nie wykorzystał Bebou - dostał prostopadłe podanie od, o ile dobrze pamiętam, Kramaricia, uderzył piłkę podcinką, ale obok dalszego słupka. W 82 min. do siatki trafił Kaderabek, ale po konsultacji z VAR arbiter słusznie nie uznał gol (wcześniej był spalony). Z jednej strony punkt na boisku silniejszego rywala to niezły wynik, z drugiej podopieczni Sebastiana Hoenessa mogli ten mecz wygrać.
W tej chwili Hoffenheim zajmuje 11 miejsce z 9 punktami przewagi nad strefą spadkową i 10 straty do miejsc gwarantujących grę w europejskich pucharach. Wygląda na to, że powinni spokojnie dograć sezon.



