RasenBallsport Lipsk - Hoffenheim 0:0
Podopieczni Sebastiana Hoenessa sprawili niespodziankę i wywieźli punkt z Lipska dzięki agresywnej grze w środku pola i niemal bezbłędnej (co bardzo rzadkie w tym sezonie) defensywie. W 1. połowie nie padł żaden celny strzał na bramkę, a Hoffenheim potrafiło skutecznie oddalić grę od bramki Baumanna. W grze ofensywnej obu drużyn brakowało płynności, a Lipsk wcale nie przeważał. Po przerwie gospodarze zagrali lepiej i zepchnęli Hoffenheim do obrony. W 59 min. groźny strzał Nkunku obronił Baumann, a chwilę później świetną sytuację zmarnował Tyler Adams, z kilku metrów główkując obok bramki. Groźnie było też w 65 min., kiedy to sprzed pola karnego uderzył Sabitzer, minimalnie obok lewego słupka. Hoffe zdołało ugasić pożar i oddalić grę od własnej bramki, przeprowadzając kilka ofensywnych wypadów, ale końcówka przebiegała pod dyktando wicelidera Bundesligi. Mało brakło, a mecz skończyłby się dla mojej ulubionej niemieckiej drużyny fatalnie - w 96 min. (arbiter doliczył tylko cztery minuty, ale w tym czasie był jeszcze uraz Stefana Poscha) po rzucie rożnym głową trafił do siatki Poulsen (który dał zresztą niezłą zmianę, ożywiając grę ofensywną Lipska). Na szczęście okazało się, że po uderzeniu głową piłka odbiła się jeszcze od jego ręki, w efekcie arbiter po obejrzeniu powtórek gola nie uznał. Cenny remis Hoffenheim na bardzo trudnym terenie - jeśli Kolonia i Arminia przegrają swoje wyjazdowe mecze, zespół Hoenessa powiększy przewagę nad strefą spadkową.



