New England Revolution - Atlanta United 2:1 (Bye 19' Gil 53'-karny - Moreno 43'-karny)
Po udanym ubiegłym sezonie podopieczni Bruce'a Areny świetnie zaczęli tegoroczne rozgrywki, po trzech meczach mają już 7 punktów. Wczoraj w nocy pokonali przebudowywaną Atlantę United, choć to piłkarze zatrudnionego przed sezonem Gabriela Heinze stworzyli sobie pierwszą sytuację bramkową - Moreno minął dwóch rywali i uderzył obok dalszego słupka. Później przewagę osiągnęli gospodarze - w 15 min. z lewego skrzydła znakomicie dośrodkował Adam Buksa, a nadbiegający Buchanan główkował obok prawego słupka. Kilka minut później centymetry dzieliły Revolution od objęcia prowadzenia - po rzucie wolnym Kessler główkował w słupek. W 19 min. padłu już gol - Gil miękko wrzucił piłkę w pole karne, a Brandon Bye głową skierował piłkę do siatki. Atlanta prezentowała się bardzo słabo, nie tylko w ofensywie, ale też popełniając szkolne błędy w obronie. Revolution nie wykorzystywali jednak swoich sytuacji (jedną z nich miał Buksa, ale zbyt długo zwlekał ze strzałem i uderzył obok bramki), co zemściło się - w polu karnym gospodarzy faulowany był Moreno i uderzeniem po rękach Turnera wykorzystał rzut karny. Tuż po przerwie miała miejsce kontrowersyjna sytuacja - Buchanan był faulowany, z powtórek wydawało się, że tuż przed polem karnym, ale arbiter po obejrzeniu sytuacji na ekranie podyktował jedenastkę. Wykorzystał ja strzałem po ziemi Carles Gil. Atlanta nadal prezentowała się bardzo słabo i nie wyglądała na drużynę będącą w stanie odrobić straty. Revolution długo utrzymywali się przy piłce, w tym na połowie rywala, i nie dawali gościom szans na rozwinięcie skrzydeł. Nic nie zmieniło wejście Josefa Martineza, autora 31 goli w sezonie 2018, który był niewidoczny. Jeszcze za wcześnie, aby oceniać projekt Gabriela Heinze, ale aby zajść daleko w play-offach będą musieli pokazać o wiele więcej.
Dzięki zwycięstwo piłkarze Bruce'a Areny prowadzą nie tylko w Eastern Conference, ale i łącznej tabeli, za nimi plasuje się New York CIty FC z 6 punktami. Niespodziewani ubiegłoroczni finaliści Western Conference, Minnesota United, zaczęli sezon fatalnie, bo od trzech porażek.



