Głównym kontrkandydatem Bońka w wyborach w 2012 roku był były oficer Ludowego Wojska Polskiego, a mocnym kandydatem był jeszcze Zdzisiu Kręcina, więc to nie jest prawda, że gdyby nie Boniek, to PZPN tak czy siak by przeszedł taką przemianę: głosy między betonem a reformatorami rozkładały się mniej więcej 50/50, a dla tych drugich nie było lepszego kandydata niż Boniek.
Można wiele mówić o Bońku, ale gość był kandydatem jakiego związek po prostu potrzebował, teraz te czasy betonu pzpn-owskiego mamy już chyba za sobą. Jakby taki Edward Potok został prezesem związku, to dalej PZPN byłby memem.
Podniósł się dosyć zajebiście (co pewnie nie jest jego zasługą).



