Żeby docenić Bońka, trzeba też mieć pogląd jak wygląda sytuacja w innych polskich związkach sportowych.
Ja wiem, że kasa w piłce nożnej jest większa, ale i tak w pracy prezesa zarządu chodzi o to, jakich ludzi wybierze jako najbliższych współpracowników.
I tak w PZPN sekretarzem generalnym, czyli drugą osobą Bońsku jest Sawicki, co do którego nie słyszałem w zasadzie żadnych zastrzeżeń i który jest postrzegany jako osoba odpowiadająca za profesjonalizację PZPN. Jako przykład mogę podać jeden z polskich związków sportowych w sporcie olimpijskich (sorki, bez nazwy), w którym sekretarz generalny zadawał mi tak merytoryczne pytania, jak to, czy ma podpisać się na dokumencie obok prezesa zarządu czy jednak pod podpisem prezesa zarządu. O braniu na siebie jakiejkolwiek odpowiedzialności nie wspomina, bo to abstrakcja. W trakcie walnych zgromadzeń zaś nie omawiał bieżących działań związku, lecz... siedział w poczekalni i odbierał podpisy od delegatów i wydawał dokumenty na obrady. Oczywiście nie pełnił funkcji społecznie.
Z kolei w Polskim Związku Zapaśniczym niedawno funkcję sekretarza generalnego pełniła była rzecznik prasowy za Laty. Wtedy była to Agnieszka Olejkowska - teraz zmieniła nazwisko. Domyślacie się za pewno, jak to musiało wyglądać.
Wiadomo, że Boniek ma swoje ego i pieprzy czasem głupoty na twitterze, ale to m.in. jego decyzje wpłynęły na profesjonalizację PZPN. Sekretarzem generalnym mógł przecież zostać ktoś "z regionu", dzięki czemu miałby spokój w jakimś regionie.
Poziom ogólnej piłki podniesie się, jak trafi do niej więcej Michałów Świerczewskich i nie mówię tu tylko o szczeblu ekstraklasy, ale również niższych kategoriach i piłce młodzieżowej.
Mogło być lepiej, mogło być dużo gorzej. Ode mnie 4 w skali szkolnej.



