Jakby ktoś 8 lat temu miał wybrać Bońka czy jego kontrkandydatów, to wybrałby Bońka. Gdyby ktoś po ośmiu latach miał możliwość ponownego wyboru prezesa, dalej wybrałby Bońka (chyba, że jest betonem z PZPNu). Teza Kolegi RoyKeane, że w sumie związek i tak poszedłby do przodu, jest nieprawdziwa, bo była realna szansa, że mielibyśmy na tym stanowisku jakieś post-PRLowskie popłuczyny i ludzi, których kontakt z poważną piłką to bycie trenerem w II lidze albo wiceprezesowanie Lechowi Poznań, ale dostali się na swoje stanowiska dzięki układom. I to jest fakt.
Ciężko nie brać pod uwagę, że poza Bońkiem kandydatami byli: gość z PZPR (Antkowiak), gość z Ludowego Wojska Polskiego (Potok), Zdzisław Kręcina (xD) i Roman Kosecki (niby niezła kariera, ale charakterologicznie raczej średni kandydat). I tak wyglądali działacze polskiej piłki do wejścia Bońka do PZPN: popłuczyny po gówno-futbolu z lat 90-tych/minionym systemie, ew. jakiś piłkarz z dawnej reprezentacji, ale ze średnikimi kompetencjami do takiej funkcji. Boniek jest wprawdzie aroganckim bucem, ale zna języki i chyba jako jedyny Polak (do momentu pokolenia Lewandowskiego) miał kontakt z naprawdę poważnym futbolem i naprawdę poważnymi ludźmi.
Jak na polskie warunki, Boniek był przełomem, pomimo tego, że osobiście nie wzbudza mojej sympatii. Jak ktoś go ocenia źle, to ocena alternatywy/tego co było kiedyś - wykracza poza skalę beznadzieji.



