Tu nie chodzi o Souse, wiare w jego prace, w nasz zespol czy poziom sportowy poszczegolnych jednostek. Tu chodzi o ten przerazliwy, pogardliwy gen jaki mamy w glowach myslac o rywalach, a co moim zdaniem jest poczatkiem problemów polskie pilki czy to reprezentacyjnej czy klubowej. Ja nie wiem ile razy musimy jebanc o ziemie, żeby skonczylo myslenie '[ch**] graja, opierdolimy ich'?
Pamietam jak Sebastian Swiderski jako jeszcze aktywny siatkarz w turnieju o awans na IO gralismy przeciw Tajlandii czy innej Indonezji karcił dziennikarzy zeby mieli olbrzymi respekt do rywali, bo chyba zaden z nich nie zarabia z tego pieniedzy. Do czego zmierzam? Ano siatkarze dzis maja ze 4 szostki ktore moglyby grac o medale na róznych imprezach miedzynarodowych, a zaden z nich nigdy nie pomysli ze rywala, powiedzmy z gorszym personalnie skladem, mozna przyznac sobie zwyciestwo przed meczem. Dziś Swiderski jest prezesem klubu ktory wygral klubowa LM. To naprawde gdzies na samym poczatku (a tak naprawde jestesmy w tym miejscu jesli chodzi o pilke nożna) zaczyna sie na poziomie idei, mentalnosci i etyki wykonywania zawodu. Takze swiadomosci gdzie jestesmy i co znaczymy w futbolu.



