Habakuka tez kiedyś lubiałem, w sumie dalej lubie, ale już w nie takim stopniu. Muzyka reggae powinna mieć największą siłe podczas występów na żywo, a oni regularnie na koncertach 'dają dupy'. Nie lubie ich koncertów i już się chyba nie przekonam. Każdy nawet największy przebój traci 50% swojej wartości plus jeszcze troche elektroniki no i klimat pada. Co innego np Vavamuffin. Ci to wiedzą jak rozkręcić publike. A już przy wykonywaniu 'Jah jest prezydentem' to już zupełna ekstaza wśród publiczności.
Fajnie gra też Koniec Świata, który już ostatnio propagowałem na forum, Paprika Korps i oczywiście klasyka czyli Izrael.
Był ktoś może w trakcie wakacji w Oleśnie albo ostatnio na Winter Reggae w Gliwicach?



