Mam takich kumpli od szkoły średniej, też mam grupkę i jest dokładnie jak tutaj. Większość mnie nazywa pesymista, piszę mi że wczorajszy mecz pewnie utarł mi nosa bo jak mogłem podważać wiarę w sukces, że trzeba kibicować bo trzeba
A ja właśnie tak nie mam. Mam dość minimalizmu. Ze cieszy nas 1 pkt urwany nieprawdopodobnym szczęściem z Hiszpania a jak przegramy że Szwecja to będzie "No ale powalczyli" i na lotnisku "jesteśmy z Wami"
A gówno! Nie jestem z nimi. Bo niby dlaczego mam być zawsze z nimi tylko z powodu tego że mają orzelka na piersi? Kolejny turniej zjebany w przygotowaniach, kolejny 1 mecz zepsuty. I potem naprawiamy za pomocą drutu i sznurka, na szybko, jakoś to będzie, wydrzemy ten remis zaangażowaniem. Ułani.... No [k****]....
Chcialbym kiedy żebyśmy jechali na turniej z pomysłem i drużyna która nie będzie musiała wydzierać punktu tylko spokojnie i na luzie awansuje grając jak przystało na europejskiego średniaka z najlepsza 9 na świecie w bonusie. Czy to tak dużo?



