Tak naprawdę to ja wcale nie mam. Ale MŚ zbiegły się z moim największym zaangażowaniu w oglądanie jakiegoś turnieju z wygraną Włochów.
Mieliśmy wtedy paczkę znajomych, gdzie niemal wszyscy kibicowali Włoskiej kadrze i dzień w dzień spotykaliśmy sie w ulubionym pubie od pierwszego do ostatniego meczu danego dnia. Plus finał oglądany w Berlinie.
To się pamięta i do tego się wraca



