Ogladalem ten mecz Chile nie mialo pary. Tite zaraz po przerwie zdjal Firmino i wprowadzil Lucasa co dalo natychmiastowy impakt w postaci gola bo Brazylia tez nie grala dobrze. W pierwszej polowie dlugimi fragmentami oddawali inicjatywe Chilijczykom ktorzy nie potrafili nic z tym zrobic.
Po bramce wydawalo sie ze jestesmy w domu ale Gabriel Jesus wszedl z karata i zrobilo sie ciekawie. Brazylia sie cofnela i przyjmowala gosci na swojej polowie z czym Chile sobie kompletnie nie radzilo. Strzelili co prawda bramke po stalym fragmencie gry ale byl spalony a tak to prawie przez te 50 minut nie byli w stanie stworzyc zagrozenia dla bramki Edersona. Rozgrywali pilke jak ubozsze wersja Hiszpanii. Brazylia kontrowala ale dosc paralitycznie i koniec koncow dowiezli to skromne prowadzenie.


