Philadelphia Union - FC Cincinnati 2:0 (Gazdag 11' Aaronson 53')
Drużyna z Cincinnati zakończyła sezon jako najgorsza ekipa w MLS, wczoraj w nocy ponosząc jedenastą porażkę z rzędu. Philadelphia z Kacprem Przybyłko, która zagra w fazie play-off, była przez cały mecz zdecydowanie lepsza i szybko objęła prowadzenie - w 11 min. Bedyoa przytomnie wycofał piłkę przed pole karne, nadbiegający Kameruńczyk Mbiazo celnie uderzył, a piłkę trącił jeszcze Daniel Gazdag i to właśnie Węgrowi zapisano gola. Cincinnati praktycznie nie istniało w ofensywie, nieźli ofensywni piłkarze tacy jak Yuya Kubo czy Brazylijczyk Brenner byli zupełnie niewidoczni. Jeszcze przed przerwą mogły paść kolejne gole dla Union - w 21 min. Aaronson dośrodkował na głowę Gazdaga, ten jednak spudłował z kilku metrów. Świetną sytuację miał też po szybkim kontrataku młody Jack McGlynn, posłał jednak piłkę minimalnie obok bramki. Po przerwie nadal lepsi byli gospodarze, którzy w 53 min. podwyższyli prowadzenie - Aaronson precyzyjnie uderzył przy lewym słupku. Cincinnati rzadko w stanie stworzyć poważniejszego zagrożenia pod bramką, za to Philadelphia nie wykorzystywała kolejnych sytuacji do zdobycia gola. W 68 min. po rzucie rożnym i zbyt krótkim wybiciu piłki dobrze uderzył po ziemi Jose Martinez, jednak Andre Blake był na posterunku. Kacper Przybyłko miał w tym meczu niecelną główkę, ogólnie był to jednak dość przeciętny występ polskiego napastnika, został zmieniony po 80 minutach.
Cincinnati po raz kolejny kończy sezon fatalnie. Potencjał ofensywny tam jest (Yuya Kubo czy Brenner to nieźli gracze, Japończyka pamiętam z ligi belgijskiej ze świetnych występów w KAA Gent, z kolei Brazylijczyk zdobył w tym sezonie 8 goli), ale obrona jest tam do wymiany i bez wzmocnień w tej formacji Cincinnati nadal będzie w ogonie w 2022 r.



