Dla jasnosci.Nie chodzilo mi o malzenstwo z chlopakiem poznanym na dyskotece ktory zrobil ci dziecko a ktorego widzisz drugi raz w zyciu.Chodzilo mi raczej o takie zwiazki w ktorych zajscie kobiety w ciaze (nieplanowane) przyspiesza decyzje faceta o slubie albo w ogole sprawia ze facet dopiero wtedy zaczyna o tym myslec.Zmusza go mowiac plastycznie na przejscie z etapu drugiego od razu do etapu czwartego.Tylko dziecko i alkohol lub kasa pozwalaja tak szybko przeskakiwac kolejne etapy.O ile to drugie mozna na sile podpiac pod patologie (to i tak za duze slowo) to to pierwsze nie.Agnieszka pisze:
Nie jestem za zawieraniem małżeństw, więc ja jak najbardziej twierdzę, że dziecko nie powinno być wyznacznikiem jeśli chodzi o legalizowanie związku. Jeśli kobieta nie kocha mężczyzny, z którym zaszła w ciążę, nie musi się z nim wiązać tylko dlatego, by dziecko miało rodzinę, bo to małżeństwo i tak prędzej czy później się rozpadnie.
Chyba nie ma tu takich romantykow na forum ktorzy mysla o tym aby 31 grudnia o polnocy poprosic swoja dziewczyne o reke.Jesli jednak sa to zastanowcie sie nad tym dobrze
Malzenstwo to uluda.W polowie roku jedna taka chciala ze mna zdradzic swojego meza.Nie powiem wydawalo mi sie to bardzo kuszace.Seks z mezatka to cos nowego nawet lamanie pewnego rodzaju tabu.Zakazany owoc.Fajna bylaby tez mysl ze sponiewieralem tym czynem koscielny sakrament malzenstwa.Pokazanie ze nie jest on wiele wart.Jednak nie zrobilem tego (w sumie bardzo smieszna historia dlaczego do tego nie doszlo).Pelno takich mezatek znajdziecie.Maz niekreatywny w lozku kobieta niezaspokojona przysiege milosci i wiernosci pokrywa kurz.Sama "miloscia" nie wyzyjesz.
I co to za pisanie mojego nicka z malej litery?
Zegnam.


