Nasi zaczynają turniej w piątek, co ciekawe meczem z Chorwacją. Mam nadzieję, że żaden z obecnych reprezentantów nie musi przez kilkanaście dni z rzędu pić, żeby zagrać.W 2001 roku 23-letni Korczyński pojechał do Rosji na premierowy dla naszych start w turnieju najlepszych ekip Europy. Amatorzy z Polski choć na kilkanaście dni próbowali przenieść się do lepszego świata. Tylko to była ułuda, która nie była w stanie przykryć organizacyjnego partactwa. Zaczęło się od tego, że w trakcie przygotowań jeden z reprezentantów dostał lekarstwo. Wziął dawkę, a dopiero później ktoś wpadł na pomysł, żeby zajrzeć do ulotki, czy lek nie zawiera niedozwolonych dla sportowca środków. I co? Jak w prawie Murphy’ego: jeśli coś może pójść źle, to pójdzie. Reprezentacji groziło dopingowym skandalem. Mądre głowy uradziły, że piłkarz do startu mistrzostw będzie czyścił organizm z nieproszonego wspomagania. A co dobrze sprawdza się jako moczopędny bat? Biedak, a może i szczęściarz – zależy, z jakim nastawieniem podszedł do odpowiedzialnego zadania – przez 12 dni wlewał w siebie litry piwa, a potem z pełnym pęcherzem biegał do toalety. I organizm oczyścił, zagrał w pierwszym spotkaniu z Chorwatami. Tylko po dwunastodniowym tankowaniu nie był w stanie wiele pomóc kolegom, którzy tamten mecz przegrali. Zresztą jak dwa pozostałe.



