Atlanta United - Charlotte FC 2:1 (Martinez 60'-karny, Mulraney 90+6' - Armour 66')
W kolejnym meczu rozgrywające swój pierwszy sezon w MLS Charlotte FC pokazało się z niezłej strony, ale znów kończą bez punktów, tym razem tracąc remis w doliczonym czasie gry przeciwko ekipie z Atlanty. W 1. połowie lepsi byli gospodarze, od początku inicjatywa była po ich stronie, ale znakomicie spisywał się chorwacki bramkarz gości Kristijan Kahlina. W 4 min. Josef Martinez, najlepszy snajper Atlanty, główkował prosto w dobrze ustawionego Chorwata, a później świetnej sytuacji nie wykorzystał Gutman - po crossowym zagraniu znakomitym przyjęciem zgubił obrońcę, ale w sytuacji sam na sam Kahlina obronił nogą. W 32 min. kolejną sytuację miał Martinez, ale Kahlina nogą wybronił uderzenie Wenezuelczyka. Charlotte próbowało się odgryzać kontrami, ale sytuacji było niewiele, najlepszej nie wykorzystał w 40 min. Karol Świderski. Po przerwie mecz był już bardziej wyrównany, drużyna Charlotte częściej gościła na połowie rywala. W 55 min. znów swoją szansę miał Świderki, ale jego strzał po ziemi był posłany zbyt blisko środka bramki, nie sprawiając większych problemów doświadczonemu Bradowi Guzanowi. Atlanta wywalczyła rzut karny po tym, jak Christian Makoun wytrącił z równowagi Lennona blisko granicy pola karnego, jedenastkę pewnie wykorzystał strzałem w lewy dolny róg Martinez. Odpowiedź była dość szybka - już w 66 min. po rzucie rożnym celnie główkował Adam Armour, zdobywając historycznego, pierwszego gola dla Charlotte w MLS. Błąd popełnił Brad Guzan, który miał piłkę na ręce i powinien był to wyjąć. Gra Charlotte wyglądała w 2. połowie całkiem nieźle i wydawało się, że wyjadą z Atlanty z remisem, ale w doliczonym czasie gry po świetnym zagraniu Marcelino Moreno uderzył Jake Mulraney, a rykoszet od Makouna nie dał dobrze spisującemu się w tym meczu Kahlinie szans na skuteczną interwencję.
Charlotte pozostaje obok Montrealu bez punktów i na końću tabeli Eastern Conference, zaś Atlanta po trzech meczach może pochwalić się sześciopunktowym dorobkiem. Po fatalnym początku (dwie porażki) niespodziankę sprawiło Cincinnati FC, pokonując na wyjeździe Orlando City 2:1 - oba gole zdobył były piłkarz Atlanty Brandon Vazquez, a Alec Kann dokonywał cudów w bramce Cincinnati.



