Bylo trzeba z kims sie dogadac i zamiast dac znac gosciowi (zostal w rodzinnym domu, rzadko bywa tam, tak to z reguly tez siedzi w biurze ciagle) zeby sie tym zajal, to autentycznie zaczal sie zalic, ze wkurwia go praca z domu i ze tego nie powinno byc. Zajelo mu to dluzej niz poinformowanie tej drugiej osoby co musi zrobic. Ostatecznie sam sie za to wzial, osiagnal tyle samo co moznaby osiagnac z domu i do konca dnia nie dawal spokoju, ze wkurwiamy go praca z domu xD
Kocham ogladac te sceny. Kiedys napisze ksiazke.



