Orlando City - New York Red Bulls 0:3 (Luquinhas 26' Casseres Jr. 48' Morgan 88'-karny)
Przed tym meczem Orland obyło wiceliderem Eastern Conference, ale nie dało rady Czerwonym Bykom z Nowego Jorku, które odniosły czwarte wyjazdowe zwycięstwo z rzędu w tym sezonie. Początek meczu nie był porywający, choć nieco lepsi byli gospodarze, starający się grać wysokim pressingiem. Z czasem coraz groźniejsi byli Red Bulls - pierwszym ostrzeżeniem była sytuacja Omira Fernandeza, który trafił w boczną siatkę. W 26 min. Nowojorczycy objęli prowadzenie - po podaniu Fernandeza niesygnalizowany strzał zewnętrzną częścią stopy oddał sprowadzony z warszawskiej Legii Luquinhas. Od tego momentu zespół z Nowego Jorku był już dość wyraźnie lepszy. W ekipie gospodarzy kompletnie niewidoczny był był gwiazdor Milanu Alexandre Pato, który został zmieniony już w przerwie. Na początku 2. połowy goście podwyższyli prowadzenie - Casseres Jr. dostał został świetnie obsłużony, jego pierwsze uderzenie obronił jeszcze Pedro Gallese, ale reprezentant Wenezueli dobił do pustej bramki. Orlano starało się grać więcej prostopadłych piłek za plecy obrońców, czego brakowało im w 1. połowie, ale niewiele z tego wychodziło, sporo zagrań było bowiem niedokładnych. Na boisku w barwach Red Bulls pojawił się Patryk Klimala, trafił nawet do siatki z zimną krwią wykańczając sytuację sam na sam z Gallese, ale był na spalonym. W końcówce goście uzyskali rzut karny za zagranie ręką, który pewnie wykorzystał były reprezentant Szkocji Lewis Morgan.
Dzięki wygranej New York Red Bulls są na 2. miejscu w Eastern Conference, teraz czeka ich wyjazd do Chicago. W łącznej tabeli prowadzi zespół Los Angeles FC, który pokonał na wyjeździe Cincinnati. Dużym rozczarowaniem jest postawa New England Revolution - zdobywcy Supporters Shield z poprzedniego sezonu po raz kolejny przegrali po objęciu prowadzenia, tym razem 2:3 z DC United, i są na odległym miejscu.



