Do meczu jeszcze sporo czasu, ale warto podkreślić, że Real Madryt jest już mistrzem Kraju i może spokojnie oszczędzać siły na finał Champions League. Liverpool w tak komfortowej sytuacji nie jest, nadal walczy z Manchesterem City o mistrzostwo i czekają go trudne mecze m.in dzisiaj z Tottenhamem a co więcej, czeka ich też finał Pucharu Anglii z Chelsea. Więc Anglicy będą musieli angażować naprawdę sporo sił w przeciwieństwie do Hiszpanów i mimo, że obie ekipy przed finałem będą miały tydzień odpoczynku, to nie zmienia faktu, że Liverpool będzie miał znacznie więcej w nogach i pytanie jak tą końcówkę sezonu wytrzymają fizycznie, też wyniki w lidze i Pucharze Anglii będą istotne dla mentalu drużyny.
Taki jednak spokój Realu też może być dla nich problemem, bo oznacza to, że w najbliższym czasie mogą się zwyczajnie rozluźnić, wypaść z rytmu i to może działać negatywnie gdy przyjdzie do tego wielkiego meczu.
Tak więc mamy tutaj dwie zupełnie odmienne sytuacje i zobaczymy co komu wyjdzie na lepiej, czy Liverpoolowi ciągła intensywność i zachowanie rytmu gry o stawkę czy Realowi odpoczynek i rezerwowanie sił na finał z ryzykiem jednak wypadnięcia z jakiegoś intensywniejszego rytmu meczowego.
Istotne może być też, że Real jednak może unikać w meczach kontuzji kluczowych zawodników, Liverpool tego komfortu w sumie nie ma, bo walcząc o cele w Anglii musi nadal stawiać na najlepszych zawodników w składzie a to mimo wszystko jest ryzyko kontuzji.
Dla mnie jednak najważniejsze by Ancelotti nie przekombinował, tu nie ma rewanżu gdzie można odrabiać straty a od fazy pucharowej tylko z Chelsea Królewscy zagrali dobry pierwszy mecz a z pozostałymi rywalami grali wręcz w pierwszym meczu bardzo słabo, gdzie zarówno PSG jak i City powinny nastukać im pełno bramek i byłoby po zabawie, ale jakimś cudem brakowało im skuteczności i Real mógł wyciągnąć wnioski. Tym razem to będzie tylko jeden mecz i nie można go spalić w przedbiegach i tego się przede wszystkim boje, bo gdy Real Madryt gra swoją piłkę, to jest naprawdę mocnym zespołem ale kiedy gdzieś dają się zepchnąć od pierwszych minut i stracą szybko gola, to są jak dzieci zagubione we mgle i gdzieś wtedy trzeba im jakiegoś impulsu, który przywróci ich do gry i zaczną robić cuda.
Trudno tu przewidzieć wynik i zapowiada się ciekawe widowisko.
Dobrze też dla tego finału, że spotykają się dwie ekipy z innych Krajów, bo szczerze, finał City i Liverpool by mnie średnio interesował mimo, że jakościowo to chyba najlepsze obecnie ekipy w Europie.



