Powiem szczerze, że jestem zaskoczony świetną postawą Las Palmas na początku sezonu. Z drużyny odszedł w lecie najlepszy strzelec, Jese, a na jego miejsce sprowadzono do ataku z Osasuny Marca Cardonę - napastnika, który ostatni raz dwucyfrową liczbę goli w sezonie zanotował w sezonie 2016/17. O dziwo, Cardona trafia regularnie - w pierwszych czterech meczach zdobył cztery gole, a Las Palmas zdobyło w tych spotkaniach osiem punktów. Wczoraj wygrali po raz kolejny, pokonując Leganes. Garcia Pimienta ewidentnie wykonał świetną robotę w okresie przygotowawczym.
Las Palmas - Leganes 1:0 (Lemos 14')
Mecz rozgrywany był w typowym dla Segunda żółwim tempie którego normalnie bym nie zniósł, gdyby nie to, że oglądam Las Palmas. Pierwsze fragmenty meczu przebiegały z lekkim wskazaniem na moją ulubioną hiszpańską drużynę, która szybko udokumentowała przewagę golem - w 14 min. Alvaro Lemos po świetnym przyjęciu piłki uderzył sprzed pola karnego, a Dani Jimenez, choć miał futbolówkę na rękach, przepuścił ją. Leganes potrafiło przejąć inicjatywę, ale prowadzone wolno i przewidywalne ataki pozycyjne nie przynosiły okazji bramkowych - bodaj najgroźniejszą sytuacją dla gości w 1. połowie był celny strzał z rzutu wolnego w wykonaniu Daniego Raby, do którego zdążył jednak Alvaro Valles. W 42 min. kapitalną sytuację do podwyższenia wyniku zmarnował Marc Cardona, jego główkę z kilku metrów instynktownie wybronił Dani Jimenez. Po przerwie nadal aktywniejsze było Leganes, lecz nadal brakowało czystych sytuacji bramkowych, a w końcówce Las Palmas kilka razy zagroziło bramce Jimeneza. W doliczonym czasie gry okazję dla Leganes miał Alan Nyom, jednak znany ze świetnej gry w Getafe za kadencji Bordalasa Kameruńczyk główkował nad bramką. Tym samym Leganes po pięciu kolejkach nadal ma zaledwie trzy punkty, a Las Palmas z 11 oczkami jest w śisłej czołówce tabeli.



