Wiadomo, ze lepiej awansować, ale tez trzeba wziąć pod uwagę okoliczności i świętowanie awansu w takim stylu, jakbyśmy osiągneli coś wielkiego, jest lekko niesmaczne.
Awansowaliśmy, bo Argentyna zdjęła nogę z gazu i nam nie strzeliła więcej bramek, żeby nie przepuszczać Meksyku. Kuzwa, rywal się zlitował, żebyśmy przeszli dalej, a my mówimy o sukcesie ekipy. Polska akurat grą na awans nie zasłużyła, mieliśmy szczęśliwy kalendarz, bo jeśli Argentyna by zagrała na maksa, to by nie było co z nas zbierać.
Jedziemy na mistrzostwa raz na cztery lata, by pokazać światu, co mamy najlepsze. A co pokazaliśmy? Drużynę, która boi się zaatakować nawet średniego rywala, która gra nie tyle defensywnie, co bojaźliwie, która na tle mocniejszego rywala wyglada jak drużyna z drugiej ligi i piłkarzy, którzy maja problem z krótkim podaniem i przyjęciem piłki. Nie no, faktycznie świat patrzy z podziwem.
Ja tam czuje wstyd za to, co pokazujemy. Dlatego awansu nie świętuję, to trochę jakby wygrać 1 z 10 z 11 punktami, bo rywal, który zrobił 203, mbiorąc na siebie, stracił ostatnią szansę i zostałeś sam. Niby wygrana, ale pozostawia niesmak.



