A jednak Cristiano wygryzł ze składu Bruno Fernandesa i słusznie, co ten mu będzie bramki zabierał. Chociaż i tak pierwszego gola strzelił kto inny, a przecież akcja była z kontry.
W drugim meczu za to się dzieje, wiedziałem że Urugwaj musi zacząć wreszcie atakować by coś osiągnąć, ale zaczęło się od karnego dla Ghany i tak jak 12 lat temu, znowu się nie udało.
No a później grać zaczęli właśnie Suarez i de Arrascaeta, którzy dotąd nie byli podstawowymi piłkarzami Urusów i już jest 2-0, czyżby pozamiatane?



