innej opcji nie ma. Wychodząc jak na Argentynę, to my dostaniemy wpierdol do zera i będzie niezła siara. Wbrew dwóm pierwszym meczom, my jesteśmy słabi w obronie, obraz zamazuje to, że pierwszy rywal też nie chciał (i chyba nie umiał) za bardzo zaatakować, a drugi był dobry do 30. metra i potem to już nie wiedział, co robić. Jak nie spróbujemy strzelić gola i może na farcie uniknąć kilku straconych goli, to nas do zera rozpykają, bo strzelą nam na pewno.
jeśli tylko jeden, to życzę friendzony



