Bo postrzeganie tego meczu jako ''naprawdę fajnego'' to konsekwencja naszej gry na tym turnieju, a nie tego, że ten mecz był obiektywnie "naprawdę fajny".
Fajna była pierwsza połowa, gdzie niby było 0-1, ale mieliśmy setkę + wyłączając nasze błędy w rozegraniu, pod względem rozgrywania/prowadzenia gry w sumie było bardzo wyrównanie. Tzn. Francja miała więcej z gry, ale to była konsekwencja głupich strat piłki, dlatego fajnie się to oglądało, każdy się z tym pewnie zgodzi.
W drugiej połowie goniąc wynik oddaliśmy do momentu doliczonego czasu ... jeden niecelny strzał na bramkę po stałym fragmencie. Francja się cofnęła, a my pierwszą sytuację stworzyliśmy sobie w doliczonym czasie gdy Upamecano zrobił De Ligta, a wszyscy czekali na ostatni gwizdek. O braku pressingu od 60 minuty, jakiegokolwiek przyspieszenia - nie wspominając. W zamian dostaliśmy dwa gongi - rutynowa porażka, ni mniej, ni więcej.
Mieliśmy w ostatnich latach wiele lepszych meczów z potentatami (Niemcy 4x za Nawałki, te remisy w Lidze Narodów z Włochami, Holandią czy Portugalią, Anglia za Sousy, Hiszpania za Sousy) - to była rutynowa porażka po ot co niezłym meczu z lepszym rywalem, ale podchodziliśmy z oczekiwaniami pt. niech nie będzie wpierdolu, więc niektórzy przereagowują w drugą stronę.



