Livakovic zaczyna robić Brazylii to samo, co Courtois cztery lata temu na tym samym etapie turnieju.
Ciekawe zmiany Chi-Chi, że woli na dogrywkę mieć na boisku jakiegoś Pedro, a nie Viniciusa, który nic nie grał, wiadomo, ale masz w przodzie tylu dobrych zawodników, a kończysz mecz z typem Flamengo? No nie wiem.
Zobaczymy czy chorwacki tercet wytrzyma te 30 minut, bo może być nieźle.



