Z perspektywy zakończonego już meczu Chorwacji z Argentyną jest mi mega szkoda tego, że Brazylia tutaj nie dała rady dowieźć wyniku do końca i odpuściła temat. Bo tak naprawdę mimo tego, że Chorwacja nadal figuruje jako wicemistrz świata, to Canarinhos byli tutaj według mnie faworytami, nie tak mocnymi jakby się mogło wydawać, no ale jednak. Dobra okazja Perisicia powinna postawić Brazoli na nogi i pokazać im, że ten mecz to nie będą przelewki, szkoda że nie obudzili się i nie uznali tego za swego rodzaju znak ostrzegawczy. Brazylia i tak grała dość ostrożnie, ale były momenty kiedy zapominali o takiej grze i się zemściło. A przecież wydawało się, że będzie leciała bramka za bramką po udanym meczu z Koreą Południową.
Ciekaw jestem czy z tym Livakoviciem w Bayernie to coś więcej niż plotki, bo bardziej widziałbym go w BVB, choć w Monachium zgarnie pewnie pełne minuty, jeśli mu zdrowie pozwoli, bardzo dobry mecz Chorwata, który tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że w Zagrzebiu to jest mu już bliżej do odejścia, niż dalej. Ameryki zresztą tym stwierdzeniem nie odkryłem. Pierwsza połowa można powiedzieć, że trochę do zapomnienia, bo to w drugiej tak naprawdę zaczęło się show. Livaković gasił zapędy Viniciusa najlepiej jak się dało po rozpoczęciu przerwy. Wszyscy tak chwalą Modricia, choć przyznam, odegrał duża rolę i w turnieju i w tym meczu dla Chorwatów, ale według mnie to Livaković powinien być noszony na rękach, przynajmniej do czasu meczu z Argentyną, o tamtym meczu w innym dziale.
Neymar wyrównał ilość bramek z Pele i to w całkiem widowiskowy sposób, mogło być pięknie, mogło się skończyć 1-0 dla fawelarzy, a Ney mógł dalej śrubować bramki w turnieju, ale reszta drużyny nie dowiozła. Spory plus za te akcję dla Rodrygo i Paquety, bo o ile można od nich wymagać takich zagrań, tak wielu pokazało, że fakt gry na MŚ potrafi związać nogi, albo namieszać w głowie i podejmowaniu decyzji tym samym. Trochę absurd, że w 117 minucie Chorwacja oddała pierwszy (!) celny strzał Petkovicia, ale wpadło i tego, że skończyło się remisem nikt im nie odbierze. Dziwne, że Rodrygo podszedł do pierwszego karnego, powinien iść Ney, albo chociaż Vini, moim zdaniem pewniejszy przy karnym by był. Znów trzeba pochwalić Livakovicia za wyczucie Madridisty. Marquinhosowi właśnie splątały się nogi, to jest to o czym pisałem wcześniej. Kończąc mój wywód podsumuję - Szkoda Brazylii, mielibyśmy dziś bardziej wyrównane meczycho przeciwko Argentynie i kto wie, czy Messi dzisiaj by świętował wejście do finału.



