Właśnie gadaliśmy z kumplem jak to wszystko jest przewrotne. Francja cały mecz pod wodą i poza grą, do 80 minuty można było stawiać kasę, że prędzej Argentyna wrzuci trójkę niż Francja coś tu zrobi. Wpadają dwie bramki w sumie z niczego, Deschamps wymienił pół składu na samych silnych, czarnoskórych siepaczy, a i tak Argentyna ich gniotła w dogrywce. Mamy to 3:3, Muani w ostatniej akcji dogrywki miał sytuację, którą prościej było skończyć bramką niż zmarnować. Po tym Messi w historii futbolu na zawsze pozostałby niespełniony, dyskusja o jego rywalizacji z CR7 nierozstrzygnięta, a media piałyby tylko o wielkiej Francji, niesamowitym comebacku mistrzów, hattricku Mbappe i nowym Bogu futbolu. To oczywiście ogromne uproszczenie ale jak przy efekcie motyla, ta interwencja i wyciągnięcie nogi Martineza, w jakimś stopniu zdecydowało o całej historii piłki nożnej. 2 godziny później mówimy o tym, że Messi przeszedł tę grę.
Football, bloody hell!



