Odnośnie tej afery z wbiegnięciem zawodników na boisko. Nie wiem czy jest taki przepis czy Michaś chce usprawiedliwić Szymka, ale jeśli ma rację to TVP znowu wyjdzie na idiotów
Narrację Francuzów w rozmowie z WP Sportowefakty zburzył jednak Michał Listkiewicz, który - w przeciwieństwie do francuskich dziennikarzy - zna najnowszą interpretację przepisów dotyczącą podobnych przypadków.
- Ta idiotyczna afera, która nie ma nic wspólnego z poważnym dziennikarstwem i wynika tylko z tego, że Francuzi nie mogą pogodzić się ze swoją porażką. Gdyby dziennikarze zadali sobie chociaż odrobinę trudu, to szybko dotarliby do interpretacji, która wprost wskazuje, że obecność na boisku drugiej piłki, dodatkowego zawodnika, czy trenera nie jest już podstawą do przerwania gry, a tym bardziej anulowania gola, gdy takie zdarzenie nie miało wpływu na przebieg gry. Taka interpretacja obowiązuje we wszystkich rozgrywkach już od dwóch, czy trzech lat - tłumaczy specjalnie dla WP Sportowefakty Michał Listkiewicz, który tuż po meczu docenił pracę polskich sędziów, a ich występ w finale ocenił jako perfekcyjny.
Podobnego zdania byli zresztą byli sędziowie, jak choćby Howard Webb czy Pierluigi Collina, a także inne zagraniczne media. Nie popisali się jedynie Francuzi, którzy przeżyli porażkę swojej drużyny. Wbiegnięcie dwóch argentyńskich zawodników na boisku pozostało bez żadnego wpływu na przebieg gry, bo ci znajdowali się około 50 metrów od miejsca, w którym toczyła się gra.
- To wstyd, że szanowana gazeta wypisuje takie bzdury i swoich opinii nie opiera na przepisach. Trudno w ogóle odnosić mi się do takich idiotycznych zaczepek. Dwójka dla Marciniaka jest spowodowana tylko i wyłącznie porażką ich drużyny. Gdyby Francuzi strzelili dwa karne więcej, to Marciniak byłby ich bohaterem narodowym. Dla mnie to żenada i kompletna amatorka. Tak nie powinni zachowywać się dziennikarze - mówi wyraźnie wzburzony Listkiewicz.


