I kiedyś przyszli w nocy złodzieje po jakiegoś nowego Volkswagena (to był rok 2004-2005, dokładnie nie pamiętam). Na tyle lat prowadzenia parkingu jeden jedyny raz przyszli złodzieje. W deszczową lipcową noc. Tata lubił siedzieć do późna, oglądał wtedy chyba jakaś walkę bokserską, była 3 w nocy. Usłyszał hałas, wyjrzał przez okno i obczail dwie sylwetki gdzieś w głębi parkingu. Obudził mame, kazał jej zadzwonić na policję a sam wziął taka metalową rurę od kranu (jakie są np. na cmentarzu) i wyszedł do nich z tekstem do jednego "zostaw ten samochód frajerze" xD i wtedy się zreflektował, że przecież mamy dużego psa w domu, kundla ale takiego 40 kg. I krzyczy do mojej mamy, która filowała w oknie "wypuść psa". Obie sentencje padły właściwie jedna po drugiej.
Goście jak to usłyszeli to zaczęli spierdalac ale jedyna droga ucieczki było przebiegnięcie obok mojego taty bo dookoła był zwykły płot ale otoczony bardzo wysokim żywopłotem. No i jednemu udało się przebiec, a drugiego mój tata zdążył zdzielić ta rurą w korpus. Pies wyleciał, zobaczył trzy postacie, z czego dwie obok siebie (typ padł na kolana po ciosie) i rzucił się w kierunku taty i gościa. Co się wydarzyło? Ano ten pies to był najbardziej miły, fajtłapowaty pies świata i zamiast na złodziei to na wołanie mojego taty rzucił się na niego, przewrócił na ziemię i zaczął lizać (chyba w szoku że tata mu uwagę w nocy poświęca, nie wiem). No i złodziej zdążył jak swój kolega uciec przez bramkę.
Było dochodzenie jakieś tam itd, nigdy nikogo nie znaleziono. Taki to właśnie był pies, wielkie bydle z kłami jak wielkie igły, a tak bardzo niegroźny, że w obronie domu pomaga złodziejom
Rodzinna historia, tata i mama tysiąc razy opowiadali przy rodzinnym stole, właśnie np z okazji wigilii.



