Bardzo niewielu chodzących na tradycyjną Mszę wiernych to sedewakantyści - liczbowo stanowią oni margines tradycjonalistów. Sam byłem kiedyś bardzo blisko sedewakantystycznej pozycji, i choć per se jest ona nie do pogodzenia z katolicką eklezjologią, to nadal sądzę, że pewne jej formy (np. sedeprywacjonizm, wedle którego posoborowi papieże utracili możliwość sprawowania formalnej władzy poprzez herezję, ale materialnie zachowują swoje urzędy i zapewniają kontynuację sukcesji apostolskiej) nie są wykluczone. Ale to temat na dłuższy wywód.
Wracając do Mszy trydenckiej, jednym z najwspanialszych przeżyć liturgicznych w moim życiu były Msze trydenckie w Cagliari - w tamtejszej zabytkowej bazylice Santa Croce (pw. Świętego Krzyża) na starówce odprawiana jest codziennie i wyłącznie Msza trydencka, i to w jakiej oprawie. Profesjonalna schola z dyrygentem na emporze, przebogaty barokowy wystrój kościoła, a w trakcie Mszy światła w nawie są wygaszone, oświetlone jest jedynie prezbiterium - wrażenie jest niesamowite.



