agent sportowy

Awatar użytkownika
petru
Administrator
Administrator
Posty: 11826
Rejestracja: 05 lis 2004, 22:37
Reputacja: 680
Kibicuję: Konstytucja
Lokalizacja: 4 lipca 1921, hotel Overlook/ ultima Thule

Post autor: petru » 02 lut 2006, 15:47

Widzę, że ten artykuł zrobił duże wrażenie :lol::
Kto trzęsie polską piłką?
Leżeć w wannie i liczyć wpływające na konto prowizje. Mieć nienormowany czas pracy. Jadać w drogich restauracjach i nosić eleganckie garnitury. Kto by tak nie chciał. Jak to zrobić? Wystarczy zostać piłkarskim menedżerem i raz do roku zrobić dobry transfer. Proste?
Agentem piłkarskim z pozoru może być każdy. Karol Glomb, który niedawno sfinalizował spektakularny transfer Tomasza Frankowskiego do Wolverhampton, w przeszłości był nauczycielem gry w tenisa.

A kto to jest Burkhardt?

Grzegorz Bednarz, autor transferu Mirosława Szymkowiaka do Trabzonsporu, to... piekarz (ma dwie duże piekarnie i wytwórnię żurku). Jarosław Kołakowski, który właśnie umieścił Bartosza Białkowskiego w Southampton, "sprzedaje" piłkarzy, a jednocześnie dogląda interesów - myjni i komisu samochodowego. Tadeusz Fogiel, który stał za wieloma transferami polskich piłkarzy do Francji, a ostatnio umieścił Jacka Bąka w lidze katarskiej, zanim zaczął parać się menedżerką, był nauczycielem w szkole poligraficznej. Radosław Osuch to były właściciel firmy komputerowej. Jak widać, nie trzeba więc być wcześniej wielkim piłkarzem - jak Włodzimierz Lubański - by potem stać się piłkarskim menedżerem.

Kiedy Glomb zaczynał, nie rozpoznawał nawet znanych zawodników. - Ty jesteś piłkarzem? - zapytał kiedyś Marcina Burkhardta! Jednak szybko okazał się skuteczny. Może być o nim cicho przez kilka miesięcy i nagle wyskakuje ze spektakularnym transferem. - Dwa lata temu sprzedałem do Nijmegen Niedzielana za 1 mln euro, w ubiegłym roku do Austrii Wiedeń Milę za 1,5 mln, a teraz Frankowskiego za 2 mln. Wygląda na to, że następny transfer wyniesie 2,5 mln euro - śmieje się Glomb, który ubiera się w drogie garnitury, a na jego nadgarstku pobłyskuje ogromny złoty zegarek. To imponuje piłkarzom, podobnie jak elokwencja czy raczej "dobre wygadanie", w czym nikt nie przerośnie Osucha, który w ciągu dwóch lat stał się jednym z najskuteczniejszych polskich menedżerów i może poszczycić się m.in. transferem Artura Boruca z Legii do Celticu Glasgow.

Koszty i procenty

Piłkarski agent żyje z prowizji od transferów. 8 proc. od kontraktu to zwykła stawka w przypadku piłkarzy, których umowy opiewają rocznie na sumy liczone w setkach tysięcy złotych i euro. Im wyższy kontrakt, tym prowizja jest mniejsza. Od przeciętnego ligowego kontraktu w granicach 100 tys. zł ta prowizja jest wyższa i wynosi ok. 15 proc. Lubański miał kiedyś przydomek "mister 25 procent", bo od każdego transferu, bez względu na wysokość, żądał właśnie tyle.

Wbrew pozorom menedżerka to jednak nie jest łatwy kawałek chleba. To bezwzględny świat, w którym poradzą sobie tylko najbardziej przebiegli, mający najlepsze układy i potrafiący "sprzedać się" w rozmowach z kontrahentami. - Wszystko kosztuje - mówi Osuch. - Rozmowy telefoniczne około 1,5 tys. zł, ubezpieczenie 400, do tego bilety lotnicze, kolacje, benzyna. Koszty dochodzą niekiedy do 10 tys. zł miesięcznie.

O trudnościach przekonał się Mariusz Piekarski, który półtora roku temu zaczął przygodę z tym zawodem. Nastawił się na rynek graczy brazylijskich, bo grał kiedyś w Flamengo Rio de Janeiro. Przeprowadził na razie tylko dwa transfery do warszawskiej Legii - Rogera i Edsona. - To trudny zawód - mówi Piekarski. - Zarobić można tylko dwa razy w roku, kiedy otwiera się okno transferowe, a pracować, czyli zdobywać kontakty, jeździć na mecze, musisz cały rok. Często o menedżerach mówi się źle, ale bez nas piłkarze nie poradziliby sobie. Nieraz bywało, że słabszy zawodnik z bardzo dobrym menedżerem znalazł dobry klub na Zachodzie, a lepszy kolega nie mógł wyjechać. Dla menedżera najważniejsze jest zaufanie i kontrakt na piśmie. Piłkarz musi "grać razem z tobą". Bywało, że agenta z piłkarzem łączyła umowa dżentelmeńska, a w końcu pojawiał się inny menedżer ze swoją propozycją i było po interesach.

Jak zostać agentem

- Egzaminy są w PZPN, dwa razy w roku - w marcu i we wrześniu - mówi Szymon Pacanowski, który wraz z Osuchem współtworzył poznańską firmę menedżerską Sportilo. - Zdaje się go w języku angielskim. Obejmuje zagadnienia z przepisów PZPN i FIFA, ustawy, okólniki itd. Jest bardzo trudny. Ja byłem dwa lata po skończeniu prawa, a mimo to za pierwszym razem nie zdałem. Średnio zdają 2-3 osoby na 10-12 podchodzących do egzaminu. Jeśli nie zdasz za pierwszym razem, masz jeszcze poprawkę. Jeśli jej nie zdasz, to przez rok nie możesz podchodzić do kolejnej próby. Koszt takiego egzaminu wynosi 5 tys. zł. Drugie tyle zapłaciliśmy za ubezpieczenie na pierwszy rok działalności.
Przede wszystkim trzeba mieć sporo kasy, żeby w ogóle myśleć o tym. I najlepiej drugie źródło utrzymania... Oczywiście jeśli pracujesz w firmie menadżerskiej, to pensje pobierasz; Kapka miał nawet służbowy samochód u Mandziary :lol2:.

Wróć do „Polska”