Kosciół

Awatar użytkownika
dias
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 4801
Rejestracja: 31 sty 2020, 23:03
Reputacja: 982

Kosciół

Post autor: dias » 28 sty 2023, 22:03

Status mojego związku z kościołem? To skomplikowane.
Z jednej strony jestem pełen szacunku dla osób, które potrafią odnaleźć się we wspólnocie, czy podczas mszy świętej, czy podczas spotkań różnych grup związanych z kościołem (Grupy Oazowe, zespoły, chóry, kółka różańcowe itd), spędzać czas z obcymi ludźmi, którzy po jakimś czasie oczywiście przestają być "obcy", z drugiej strony totalnie nie wierzę w instytucję kościoła, która zatraciła sens swojej działalności. Zresztą, nie ona jedna. Takie czasy, ludzie przechodzą kryzys wiary w autorytety, nie potrafią zaufać innym, nie mają przy sobie kogoś, na kim mogliby się wzorować. Po prostu ludzie (głównie młodzi, ale dotyka to również pokolenia naszych rodziców) przestali wierzyć ludziom reprezentującym przeróżne instytucje, a przestali, bo zewsząd do nich docierają głównie złe informacje na temat funkcjonowania przeróżnych instytucji. Nie chcę przez to powiedzieć, że to wszystko wina mediów, o nie. Tak było zawsze, różne instytucje (rządy, kościoły) funkcjonowały źle od wieków i tylko słaby rozwój mediów i technologii powodował, że grupy "niedoinformowanych" i ciągle ufających były sporych rozmiarów. Wraz z rozwojem mediów, ich powszechności, no i rozwojem technologii, zaufanie do instytucji wykorzystujących ludzkie słabości (a więc rządów i kościołów, nie tylko Kościoła katolickiego) zaczęło pikować. To trend ogólnoświatowy i chyba tylko jakaś globalna katastrofa mogłaby spowodować, że ten trend się odwróci na korzyść religii.

I teraz przykład z mojego podwórka. Pochodzę z małej miejscowości, w której religia (i wszystko co z nią związane), stanowiła jeden z filarów funkcjonowania lokalnej społeczności. Księża zawsze mieli dużo do powiedzenia, bo lokalna społeczność im ufała. Jednocześnie całe życie uczono mnie, że ksiądz to pierwsza linia kontaktu w razie problemów w domu czy w szkole (oczywiście poza rodzicami, no ale umówmy się, nie każdy z moich kolegów i koleżanek miał takie szczęście jak ja, że o swoich życiowych rozterkach mógł rozmawiać z domownikami). Ksiądz to spowiednik, powiernik naszych tajemnic, filozof, psycholog, lekarz duszy, co powinno mieć odzwierciedlenie szczególnie w małych społecznościach, gdzie w latach 90-tych dostęp do tej podstawowej nawet opieki psychologicznej był mocno utrudniony. Teraz zresztą nie jest lepiej. Tak rozumiem rolę księży i religii. Nie tłumaczenie wszystkiego złego, co nas spotyka prostym "taka jest wola Boża" albo "Bóg tak chciał", bo często spotykałem w swoim gronie ludzi, którym w ciężkim momencie życia wystarczyłaby prosta rozmowa, wspólne wypicie herbaty, bycie z tą osobą i zainteresowanie się jej problemami, wspólne poszukanie rozwiązania problemu. No ale do tego potrzeba otwartości umysłu, inteligencji, umiejętności słuchania i empatii, a nie zamykania się na jedną, jedyną linię postępowania i próby rzeźbienia wg schematu "to jest czarne, a to jest białe". Zresztą, z tym brakiem empatii spotkałem się osobiście, kiedy poproszony przeze mnie o przyjazd do umierającego członka rodziny ksiądz... w pierwszej kolejności (jeszcze podczas rozmowy telefonicznej) w sposób opryskliwy i z podniesionym głosem zaczął tłumaczyć mi, że to, o co proszę, to nie jest "ostatnie namaszczenie", a "wizyta u chorego". Już na miejscu w sposób opryskiwy i podniesionym głosem zaczął wypytywać "kiedy ostatnio ta osoba była u spowiedzi". Na moją odpowiedź, że "nie wiem", bo z nią nie mieszkam i nie pytałem jej nigdy o takie sprawy, niemal się wściekł i zaczął mi prawić kazanie, że to dowód na to, że nasza wiara jest za słaba. Mimo, że osoba, do której go wezwałem była osobą bardzo wierzącą, zawsze, kiedy mogła, oglądała msze święte w telewizji lub słuchała w radiu, kiedy jeszcze była przytomna przyjmowała w szpitalu księdza.
Pytanie: Jak ja mam ufać takiemu kapłanowi? Dlaczego miałbym zwrócić się do niego z jakąkolwiek pomocą w momencie kryzysu? Co on (jako człowiek) ma mi do zaoferowania? W jaki sposób mnie wesprze, kiedy zabraknie mi sił? Pomijam już oczywisty fakt, że jako przedstawiciel instytucji stworzonej do "opiekowania się" owieczkami, powinien być wsparciem w trudnym momencie mojego życia.
Bliska mi osoba odeszła następnego dnia po jego wizycie. Kilka miesięcy później pojawił się w naszym domu "po kolędzie". Żałuję, że nie było mnie wtedy w domu, powiedziałbym mu to samo, co napisałem tutaj. Może jeszcze będzie okazja, ale póki co - nie wybieram się do kościoła z rewizytą.

Wróć do „Kultura, polityka, wydarzenia”