Cienka jest granica dla takich klubów jak Leicester właśnie ale też Everton, Aston Villa, West Ham etc, pomiędzy byciem solidnym ligowcem ocierajacym się o wbicie z pozoru na stałe do topu, a paziem walczącym bez sukcesu o utrzymanie. Kilka wtop transferowych z rzędu, parę przedluzen kontraktów blokujących większą elastyczność na rynku transferowym i słaba forma 2-3 kluczowych piłkarzy wystarczy. Jednak nie do pomyślenia w klubie z top 6(7). Przypadek Leicester to ładne ostrzeżenie dla reszty ligi od 8 miejsca w dół. Poczucie bezpieczeństwa tam to kwestia umowna.
Dzisiaj na fali jest Brighton, fajnie trafili kilka transferów po kosztach ale daje im 3-4 sezony takiego runu max. Było kilka takich przypadków na przestrzeni ostatnich 20 lat z dwoma dzisiejszymi spadkowiczami włącznie (Leicester i Soton).
O Leeds nic, bo [k****] nie zasługują, wracają tam gdzie ich miejsce.
Everton. Kibicowałem im w spadku bo, raz - byłoby śmiesznie (śmieszniej niż w przypadku Leicester), dwa - może w końcu ktoś by poszedł tam po rozum do głowy i zaczął wszystko od nowa. Tam jest taka degrengolada na wszystkich możliwych poziomach, że trochę przykro na to patrzeć. I to nawet pomijając prawdopodobne łamanie przepisów. Nie pykło i niestety nie sadze aby coś się zmieniło. Więc za rok rzeczywiście powtórka z rozrywki (chyba, że rudy odpali protokół Wimbledon 3.0 i rozepchna się siermiężna gra do środka tabeli)
Słaby sezon, dobrze że się skończył. Tęsknić nie będę. Tym bardziej, że nie ma do czego bo przyszły nie zapowiada się weselej.



