W przedostatniej kolejce Las Palmas rozbiło na wyjeździe 4:1 Cartagenę, zaś w ostatniej do awansu praktycznie wystarczał remis z Deportivo Alaves - ten bezbramkowy remis udało się wywalczyć, w efekcie piłkarze z Gran Canarii zajęli drugie miejsce i wywalczyli bezpośredni awans dzięki lepszemu bilansowi bramkowemu aniżeli Levante (obie drużyny zdobyły po 72 punkty). Mój sceptycyzm przed sezonem brał się z niezbyt przekonujących transferów - po odejściu mającego za sobą dobry sezon Jese sprowadzono do ataku Marca Cardonę, który w ciągu poprzednich sezonów notował fatalne jak na napastnika statystyki, zaś do obrony ściągnięto 33-letniego Brazylijczyka Sidneia, który przez poprzednie dwa sezony nie grał regularnie. Mimo to udało się awansować dzięki dobremu zgraniu wyrównanej i dość szerokiej kadry, której trzon zmienił się we względnie niewielkim stopniu w ostatnich sezonach, znakomitej pracy Garcii Pimienty oraz notorycznemu gubieniu punktów przez rywali - wyścig po awans był w tym sezonie prawdziwym czołganiem się i bilans 18-18-6 wystarczył do drugiego miejsca.
Obawiam się, że z obecnym składem Las Palmas nie utrzyma się w Primera - zobaczymy, czy uda się dokonać niezbędnych wzmocnień. Teraz jednak czas na świętowanie



