Premier League 2022/2023

Awatar użytkownika
Albion
Kluczowy Zawodnik
Kluczowy Zawodnik
Posty: 804
Rejestracja: 30 kwie 2023, 11:18
Reputacja: 167
Kibicuję: England

Premier League 2022/2023

Post autor: Albion » 28 maja 2023, 22:17

Sezon 2022/2023 – Krótka ocena

Sezon ligowy jeszcze się nie zaczął, a już było wiadomo, że będzie jedyny w swoim rodzaju. Zimowe mistrzostwa świata w Katarze wymusiły grudniową przerwę i zgoła nietypowy kalendarz gier. Odczuwało się spore zaniepokojenie tym, jak przestój dla większości piłkarzy oraz wyjazd sporej liczby reprezentantów krajów uczestniczących w Mundialu, odbije się na jakości rozgrywek. Na szczęście obawy okazały się płonne.

I nie z tego powodu sezon zapamiętam, jako najciekawszy od wielu lat. Duopol Manchester City – Liverpool cokolwiek się przejadł, więc wind of change witany był z aprobatą wszędzie poza czerwonymi dzielnicami miasta Beatlesów, a przecież pojedynek o mistrzostwo, to bynajmniej nie jedyna atrakcja zakończonych zmagań. Do doskonałości brakowało tylko tego, by walka o tytuł trwała do ostatniego gwizdka. Emocje w ostatnich kolejkach zapewniły nam teamy walczące o miejsca premiowane rozgrywkami międzynarodowymi oraz walka o utrzymanie, bo nowy-stary mistrz, przygotowując się do kolejnych wyzwań na drodze do triple crown, testował swoją formę z kolejnymi sparingpartnerami.

Manchester City zasłużył na tytuł, jak rzadko kiedy. Nie tylko dominacją wyrażoną przez punkty i bramki, ale i mocno zaakcentowanym w tym sezonie wkładem w rozwój „premiershipowej myśli szkoleniowej”. Guardiolizacja? Jak zwał, tak zwał, ważne, że to działa. Nikt już nie ma wątpliwości, że pod względem rozwiązań taktycznych Premier League nie tylko przoduje, ale i odjeżdża konkurencji. Oczy wszystkich trenerów, którzy chcą się czegoś jeszcze o futbolu nauczyć, skierowane są na stadiony angielskie.

Kilka dodatkowych szczupaków w stawie niesamowicie ożywiło i tak już najbardziej widowiskową ligę. To tak jakbyśmy oglądali wyborny, lecz dobrze znany thriller w nowej obsadzie aktorskiej. Rozbudzone ambicje średniaków, prezentujących do tego efektowną grę, sprawiały, że mecze oglądało się z jeszcze większym zainteresowaniem. Newcastle, Brighton, Aston Villa, a do pewnego momentu także Fulham czy Brentford, dodały tegorocznej batalii kolorytu. I nie tylko o samą zuchwałość w sięganiu po miejsca „w loży premium” chodzi. Wymienione ekipy wniosły jakość, inwencję, nowe rozwiązania – nie sposób tu przemilczeć efektu pracy Roberta De Zerbiego.

I nie jest tak, że te kluby jakąś siłą inercji po prostu zajęły miejsce zwolnione przez kulejących gigantów. Nie, one teraz są tam, gdzie są, ponieważ dokonały znacznego progresu jakościowego i mentalnego. A zasłabnięcia wypasionych kotów (zwłaszcza Chelsea) cieszą, gdyż potwierdzają, że w tej lidze „pieniądze szczęścia nie dają”, jeśli nie są poparte jakością sportową, doskonałą organizacją i zwyczajnie, zdrowym rozsądkiem. Z tym większą niecierpliwością oczekujemy teraz sezonu 23/24, w którym być może ukonstytuuje się na dobre nowy „porządek świata”. Wszystko wokół się zmienia, dlaczego liga miałaby wciąż być taka sama? United Kingdom nie takie trzęsienia ziemi ostatnio przechodziło. Mamy w końcu takie czasy, że nawet królowa brytyjska jest mężczyzną.

W rejestrze atrakcji poczesne miejsce musi zająć drużyna Mikela Artety. Jej „ucieczka z peletonu” i późniejsza pogoń obrońcy tytułu za challengerem mocno przyprawiła smak ligowych rozgrywek. W pewnym momencie wydawało się nawet, że uczeń przytrze nosa mentorowi (choć obaj panowie nadal się lubią), lecz gdy nastąpił crunch time, walec Citizens był jednak równie bezlitosny, jak w poprzednich latach, a kołderka Arsenalu okazała się nieco przykrótka.

Do pierwszej dekady maja w rywalizację o pozostanie w stawce włączonych było tyle drużyn, że prawie nie mieliśmy ekip mogących w spokoju planować urlopy. W Premiership z zasady nikt nie odpuszcza, ale ta sytuacja plus duża liczba klubów walczących w czołówce tym bardziej powodowała, że w maju iskry sypały się na boiskach. Ostatecznie ligę opuszczają kluby zacne i zasłużone, choć z drugiej strony, który klub w Anglii taki nie jest.

W Southampton od paru sezonów zaczynało brakować klasowych wzmocnień. Genialne stałe fragmenty gry Ward-Prowse’a to za mało na utrzymanie ligowego bytu. Pierwsi poznali smak relegacji. W Leeds kulał atak, a obrońcy pełnili role dekoracyjnych wazonów – efekt nie mógł być inny. O jednego gola (Evertonu) od ocalenia były Lisy z Leicester. Biorąc jednak pod uwagę całokształt, piłkarze z Goodison Park bardziej zasłużyli na pozostanie w lidze. Sean Dyche już kiedyś przymierzany był do Evertonu i zapewne nie myślał, że trafi do niego w tak dramatycznych okolicznościach. Okazał się skuteczniejszym strażakiem niż czempion w tym fachu, Sam Allardyce.

Godna odnotowania jest postawa beniaminków. To pierwszy taki przypadek od sezonu 2017/18 i dopiero czwarty w historii EPL, że cała trójka utrzymała miejsca w stawce. Skromne budżety nadrobiły uporem i walecznością. Fulham w ogóle nie sprawiał wrażenia beniaminka. Do pewnego czasu dzielnie i z wprawą przepychał się do czołówki tabeli. Później nieco spuścił z tonu, ale 10. lokatę wywalczył niezagrożony. Forest i Cherries prezentowały krańcowo różne strategie budowy składu i obie okazały się skuteczne, choć jeszcze w kwietniu nie dawano im wielu szans.

Atrakcyjność rozgrywek podbiły niewątpliwie dokonane latem i zimą transfery. W ruch poszły wielkie pieniądze, ale w końcowym rozrachunku okazało się, nie po raz pierwszy, że najbardziej trafione okazały się te wcale nie najdroższe. Niemniej, przewaga finansowa Premier League nad konkurencją ma tendencję wzrostową, co powoduje, że proces personalnego drenażu innych lig ma charakter trwały i nic nie zapowiada, by ten stan rzeczy miał ulec zmianie.

Jeśli ktoś jeszcze miałby wątpliwości, czy powstanie kiedyś piłkarska Superliga, informuję uprzejmie: ona już jest. Tylko inaczej się nazywa.

(W następnym poście wkleję wyróżnienia indywidualne).

Wróć do „Anglia”