Nie wierzyłem własnym oczom. To jakieś nieporozumienie, że tak grające Mewy nie miały tu swojego tematu. A Bolton ma. Pora to naprawić.
Tony Bloom ma dobrą rękę do interesów. I do pokera (na czymś trzeba zbić ten mityczny pierwszy milion). I do wyboru menedżera klubu, co z pokerem ma coś wspólnego jakby. W każdym razie od dłuższego czasu można o bossach Brighton & Howe Albion mówić: właściwy człowiek na właściwym miejscu. Nos pokerzysty Tonyego nie zawodzi. Chris Hughton wprowadził drużynę do Premiership i obronił ją przed spadkiem w pierwszym sezonie. Graham Potter wyleczył ją z kompleksów, nauczył utrzymywania się przy piłce i skompletował perspektywiczną kadrę. Roberto De Zerbi miał najłatwiej. Przyszedł na „gotowe” - zespół kadrowo, mentalnie i taktycznie był już na wysokim poziomie. Na szczęście dla urokliwego miasta Brighton, dla Premiership i dla nas, kibiców futbolu. Bo mógł, niczym szlifierz z Antwerpii skupić się na przerabianiu diamentów w brylanty.
Pep Guardiola (umówmy się, jest to jakiś autorytet) już wcześniej uważał ex menedżera Sassuolo za kogoś, kogo warto podpatrywać. Niedawno nazwał go publicznie „jednym z najbardziej wpływowych trenerów ostatnich 20 lat”. Rozumiemy dlaczego. Wystarczyło popatrzeć na grę Brighton. Choćby na to, co Mewy zrobiły na Emirates z Arsenalem.
Miejsce w top 6. Pierwszy w historii klubu awans do europejskich rozgrywek. A mimo to Tony Bloom nie uważa, że już są konkurencyjną potęgą na rynku. „Nie jesteśmy klubem Big Six. Wypatrujemy młodych, ponadprzeciętnie utalentowanych piłkarzy, stwarzamy im warunki do rozwoju, a gdy stają się gwiazdami, musimy pogodzić się z tym, że odchodzą do bogatszych klubów”. To dość jasno nakreślona strategia biznesowa, nieprawdaż?
I patrzę teraz na Bissoumę, który męczy się w Tottenhamie i tak myślopiszę sobie. Czy Mac Allister, Caicedo albo Mitoma będą w innym klubie tak samo dobrzy, tak samo przydatni? I tak samo szczęśliwi? Czy Brighton to nowa kuźnia talentów, które wypuszczone w świat rozsławią jego imię? A może to miejsce, w którym te talenty, trafiwszy na niespotykanie urodzajną glebę, rozkwitają niczym orchidee, lecz przesadzone w inne grządki nie będą już tak cieszyć oczu?
Jeszcze tego nie wiem. Ale wkrótce będziemy się o tym przekonywać.



