Presja zjadła City, grali o LM, ale też o triple crown, to historyczne wydarzenie. Inter jako underdog nie miał nic do stracenia i zagrał jak równy z równym. Inzaghi ładnie rozczytał Pepa, przegrał, ale zdał maturę.
Przypominam sobie trebelka Man Utd i wyglądało to podobnie. Genialnie rozegrane ćwierć i półfinały, a w finale najgorszy mecz i droga krzyżowa. Ale jak rzecze klasyk, finały się wygrywa. A inny klasyk mawiał, że zwycięzców się nie sądzi.



