Ja to myślę, że często jako obserwatorzy sami strasznie nakręcamy i wyolbrzymiamy potencjalne wpierdoleCity miało nas przerzuć, taaaa... Możemy wracać do domu z podniesionymi głowami.
Wbrew wszystkim piłkarskim powiedzeniom i mitom, niespodzianki zdarzają się raczej relatywnie rzadko. Patrzę np. na listę zwycięzców LM i chyba trzeba się dość mocno cofnąć żeby znaleźć finał, w którym wyraźny faworyt nie wygrał. I gdzie można było się domyślać kto wygra wczoraj, tak strzelałem, że z gry ten mecz będzie o wiele bardziej wyrównany niż można się spodziewać. Taka cecha piłkarskiego uniwersum.



