Podróże

Awatar użytkownika
Eyesmon
Legenda Futbolu
Legenda Futbolu
Posty: 15887
Rejestracja: 26 lut 2009, 23:46
Reputacja: 4001
Kibicuję: AC Milan

Podróże

Post autor: Eyesmon » 10 lip 2023, 17:54

Obiecana relacja z USA (jeszcze Wam winny jestem Gruzję ale to kiedy indziej :afro: )
Zdjęć nie wrzucam (bo bez imgura musiałbym po 1 dawać przez tapatalk) - jak ktoś chce obejrzeć to udostępniam mój profil na insta, tam możecie sporo zobaczyć :mrgreen:

https://instagram.com/maverickmuffin?ig ... NkZWQ4Mg==


WYDATKI:
całość wyszła nas ok 9500 zł - pełne 2 tygodnie na miejscu (od ndz ndz), wliczone bilety (z Berlina do LV - 1700 zł), ubezpieczenie, auta (porządny Grand Cherokee w pełnym wypasie i równie wypasiony Chevy Traverse - 4strefowa klima, skóra, indukcja itd itd), paliwo, wynajem specjalnej fury na LA, spanie, żarcie, alko, passy do parków i mini prezenty i pamiątki.

PROTIPY:
- AUTA: Byliśmy w 8 osób więc 2 auta idealne - można było w nich jeździć w 6 jak coś i się przydało np wtedy kiedy 2 z nas chciała coś innego zobaczyć niż reszta. Można pytać o upgrade - na początku w Alamo (wypożyczalnia, lepiej kupić przez nich bezpośrednio niż przez brokera bo ma się od razu opcję pełnego ubezpieczenia CDW i LIS a to istotne w Stanach) mieliśmy Fordy Edge a w tej samej cenie dali nam to co wyżej
- PASSY - najlepiej kupić w Polsce, my zapłaciliśmy za każdy 30$ zamiast 89$ i to jest cała opłata na AUTO (4os) na cały rok na wszystkie parki - genialne ;)
- SPANIE - motele, motele, motele. Pokoje niby 2 os ale łóżka queensize więc braliśmy taki pokój na 4 (i to na legalu, booking - co ciekawe wychodzi dużo taniej niż live) i ceny naprawdę były niskie, od 600-1500 zł za noc za wszystkie 8 osób (czyli 2 pokoje), często gęsto z basenem w cenie i czasem ze śniadaniem kontynentalnym
- ŻARCIE - nie opłaca się samemu przygotowywać bo nawet w bieda Walmarcie ceny wędlin, nabiału, bułki, masła oddzielnie wychodziły drożej niż np gotowa, baaaardzo bogata kanapka (z kurczakiem, serem i sałatą np - coś ala polskie kanapki na Orlenie) która byłą spokojnie porcją na 2 os a kosztowała ok 6$ + pomidorki, papryki czy banany tańsze niż u nas. Do tego obiady czy kolacje w sieciówkach za 8-12$ za zestaw. I to mówię o naprawdę dobrych burgerach czy chińczykach typu 5guys, In'N'out, Panda Express a nie guanie typu KFC czy McD. Opłaca się też instalować apki tych sieciówek bo co rusz są jakieś promki ;)
- ZAKUPY - wody mineralne 0,5 x 40 w zgrzewce, duuuże paczki czipsów, tanie whisky :jupi:, gotowe sałatki, wspomniane kanapki czy warzywa - ceny jak w PL czasem a do auta się brało na cały dzień i było lu ;), problem z kupowaniem czasem małych porcji czy pojedynczych sztuk np puszki coli się nie da kupić jednej ;) a zresztą duże opłaca się bardziej bo np cola 2,5 litra (chyba jakoś tak) była praktycznie tak samo wyceniona jak np buteleczka 0,5 :)
- PAMIĄTKI - fajne jest to, że nawet turystyczne miejsca nie są drogie, dajmy na to okolice parków i sklepy z pamiątkami czy Warner Bros Studio - kawa w takim miejscu czy koszulka kosztowała tyle co w normalnych sklepach w mieście a nie jak u nas że jesteś w jakiejś Energylandii i kawa kosztuje 30 zł (piszę oczywiście koloryzując ale wiadomo o co chodzi)

PLAN: Wyruszyliśmy z LV zaraz następnego dnia po przylocie (więc wieczór spędziliśmy na Fremoncie oglądając te dziwne i plastikowe miasto i przegrywając parę $ na 1-rękich bandytach bo przecież trzeba) w kierunku Wielkiego Kanionu. Świetnie się jeździ, widoczki przepiękne na całej trasie, parę miejsc na zrobienie zdjęć i rozprostowanie kości i po południu ogarnęliśmy Horseshoe Band a wieczorem zachód słońca na WK. WK polecam - przepiękny, majestatyczny, można trochę "traili" zrobić pieszo, zachwycić się jego pięknem i widoczkami.
Kolejny punkt (a właściwie punkty) to była Route 66 - zaczeliśmy w miasteczku Williams, miło, ciepło, trochę turystycznie ale Krupówki to nie są na szczęście. Potem co chwilę ma się jakieś fajne punkty typu opuszczone ghost city albo stylizowane stare stacje benzynowe i całe place zabytkowych aut - no właśnie, tego im zazdroszczę, tylu świetnych oldtimerów nie ma chyba nigdzie a tam to czasem leży przy drodze jak porzucone ;)
Dalej Palm Springs i na wieczór dojechaliśmy do Redondo Beach - fajna mieścina nad samym oceanem blisko LA. Klimacik, ładne molo, najlepsze burgery i śniadania (10$ za jajka, bekon, pankejki i kawę no limit - te 1 prosto z blachy, jak w filmach) jakie jedliśmy w czasie całej wyprawy. Na LA wystarczy 1 dzień - Hollywood (Aleja Gwiazd, Kodak i Chinese Theatre, BH, Cielo Drive (Polański lubi to), Rodeo Drive i napis Hollywood - downtown można spokojnie sobie darować, narkomani, brud i smród ;(. Za to plażing jest miły, wiaterek chłodzi aż za mocno (mieliśmy jakieś 20-22 stopnie C), pobliskie Venice Beach czy Malibu można odwiedzić i zrobić sobie zdjęcie z lokalnymi Hasselhofami (Pameli niestety brak).
Potem ruszyliśmy Big Sur (polecam ze względu na widoki - tzw Kalifornijska jedynka), po drodze faktycznie pięknie, można zobaczyć m.in słonie morskie, rewelacyjny i wielki pas winnic (kalifornijskie wino w końcu...) i miasteczka Monterey (jak z Forresta Gumpa normalnie, nawet mają tam BubbaGump - krewetki mniam) oraz Carmel-by-the-Sea (swego czasu burmistrzem był tam sam Clint Eastwood :rydzyk: )
Kolejne 2 dni to SF - i tu jest niesamowity rozdźwięk, z 1 strony bowiem świetne miasto do spacerowania (chyba jedyne z tych dużych bo poza nim to wszędzie jeździ się autem, generalnie pieszy to albo bezdomny albo turysta w takim LA czy LV), uliczki (Lombard street muaaa), słynne tramwaje, dzielnica Chinatown (największa w USA), port, dzielnica hippie (płyty, filmy video, plakaty w sklepach jak z lat 70) - jest nawet dom w którym mieszkała Janis Joplin, dużo wolności (flagi LGBT wszędzie), pozytywnych freaków itd. A z 2 strony wszechobecni bezdomni, narkomani, brud i ciągle zachmurzony Golden Gate (zdjęcia dobrego nie idzie zrobić). W ogóle to czasami byliśmy w szoku idąc obok namiotów bezdomnych na ulicy a 2ulice dalej spotykając yuppie z kubkiem starbacksa - zupełnie jakby te 2 światy nie dzieliła przecznica ale kontynent...) Ale na pewno warto zobaczyć dużo bardziej niż LA.
Kolejne 3 dni to 3 parki - Yosemite (widoki wow, te wodospady, czyste jeziora, masywne skały...nie da się tego opisać), Sekwoja (największe i 3 największe drzewo na świecie, robi to wrażenie) i Dolina Śmierci (wprawdzie tu się łazić nie da, punkty się odhacza i wraca szybko do auta ale zapiera dech - dosłownie - w piersi. 120 F czyli jakieś 49 C mieliśmy, wyschnięta na pieprz ziemia i najgorętsze miejsce na świecie (Bad Water) robi flow. Trochę żałuje ominięcia jeziora Tahoe ale grupa już nie chciała robić kółeczka.
A na koniec szybki nocleg we Fresno (słynne z westernów miasto) i powrót do LV na zakupy w outletach (szału nie ma), słodycze w Walmarcie (warto przywieźć coś dzieciakom czego w PL nie ma) i smażing i leżing nad basenem. Zapore Hoovera odpuściliśmy na rzecz opalania ;)

JAZDA
Tu oddzielne ciekawostki odnośnie jeżdżenia. Generalnie jeździ się świetnie, bardzo bezpiecznie, szerokie i świetnie utrzymane drogi, rewelacyjne oznakowanie. Na minus - trzeba brać poprawkę na czasowe wskazania Google Maps bo jednak jedzie się dłużej (inna rzecz że częste postoje na siku, fajkę, zdjęcie) nie sprzyjają terminażowi ;). Rewelacyjnie rozwiązane skrzyżowania równorzędne. Stop dla każdego, rusza ten kto pierwszy był na krzyżówce, żadnych reguł prawej dłoni i to wszystko działa, jest płynnie i bez problemów. Tak samo ruszanie w prawo na czerwonym, wystarczy stop i jazda ;)

PARKI
Najlepsza rzecz w USA - ogromne, przepiękne, zachwycająco. Rewelacyjnie oznakowane. I można je zwiedzić całe samochodem bo wszędzie piękny asfalcik i wszystkie punkty widokowe z parkingiem ;) Oczywiście zmęczyć też się można bo są wyznaczone szlaki piesze żeby sobie połazić, powspinać się, pobiegać itd. Ale to jak to mają genialnie rozwiązane pod kątem infrastruktury nie ma (chyba) żaden inny kraj. No i to prawie za darmo bo jak pisałem wcześnie normalna cena za rocznego passa to ledwie 89$ za auto

Generalnie polecam choć raz zobaczyć ten kraj. Gdzie wszystko musi być największe ;) Jeśli miałbym wybierać na zamieszkanie to z tych 4 stanów Utah albo Arizona - może i redeckowo ale spokojnie i czysto. Kalifornia mimo że taka otwarta i demokratyczna (i lewacka :peace: ) to syf a Nevada jest za ciepła ;)

Jakby były jakieś pytania to walić jak w dym. U nas w Stanach ;)

Wróć do „Hyde Park”