Zdjęć nie wrzucam (bo bez imgura musiałbym po 1 dawać przez tapatalk) - jak ktoś chce obejrzeć to udostępniam mój profil na insta, tam możecie sporo zobaczyć
https://instagram.com/maverickmuffin?ig ... NkZWQ4Mg==
WYDATKI:
całość wyszła nas ok 9500 zł - pełne 2 tygodnie na miejscu (od ndz ndz), wliczone bilety (z Berlina do LV - 1700 zł), ubezpieczenie, auta (porządny Grand Cherokee w pełnym wypasie i równie wypasiony Chevy Traverse - 4strefowa klima, skóra, indukcja itd itd), paliwo, wynajem specjalnej fury na LA, spanie, żarcie, alko, passy do parków i mini prezenty i pamiątki.
PROTIPY:
- AUTA: Byliśmy w 8 osób więc 2 auta idealne - można było w nich jeździć w 6 jak coś i się przydało np wtedy kiedy 2 z nas chciała coś innego zobaczyć niż reszta. Można pytać o upgrade - na początku w Alamo (wypożyczalnia, lepiej kupić przez nich bezpośrednio niż przez brokera bo ma się od razu opcję pełnego ubezpieczenia CDW i LIS a to istotne w Stanach) mieliśmy Fordy Edge a w tej samej cenie dali nam to co wyżej
- PASSY - najlepiej kupić w Polsce, my zapłaciliśmy za każdy 30$ zamiast 89$ i to jest cała opłata na AUTO (4os) na cały rok na wszystkie parki - genialne
- SPANIE - motele, motele, motele. Pokoje niby 2 os ale łóżka queensize więc braliśmy taki pokój na 4 (i to na legalu, booking - co ciekawe wychodzi dużo taniej niż live) i ceny naprawdę były niskie, od 600-1500 zł za noc za wszystkie 8 osób (czyli 2 pokoje), często gęsto z basenem w cenie i czasem ze śniadaniem kontynentalnym
- ŻARCIE - nie opłaca się samemu przygotowywać bo nawet w bieda Walmarcie ceny wędlin, nabiału, bułki, masła oddzielnie wychodziły drożej niż np gotowa, baaaardzo bogata kanapka (z kurczakiem, serem i sałatą np - coś ala polskie kanapki na Orlenie) która byłą spokojnie porcją na 2 os a kosztowała ok 6$ + pomidorki, papryki czy banany tańsze niż u nas. Do tego obiady czy kolacje w sieciówkach za 8-12$ za zestaw. I to mówię o naprawdę dobrych burgerach czy chińczykach typu 5guys, In'N'out, Panda Express a nie guanie typu KFC czy McD. Opłaca się też instalować apki tych sieciówek bo co rusz są jakieś promki
- ZAKUPY - wody mineralne 0,5 x 40 w zgrzewce, duuuże paczki czipsów, tanie whisky
- PAMIĄTKI - fajne jest to, że nawet turystyczne miejsca nie są drogie, dajmy na to okolice parków i sklepy z pamiątkami czy Warner Bros Studio - kawa w takim miejscu czy koszulka kosztowała tyle co w normalnych sklepach w mieście a nie jak u nas że jesteś w jakiejś Energylandii i kawa kosztuje 30 zł (piszę oczywiście koloryzując ale wiadomo o co chodzi)
PLAN: Wyruszyliśmy z LV zaraz następnego dnia po przylocie (więc wieczór spędziliśmy na Fremoncie oglądając te dziwne i plastikowe miasto i przegrywając parę $ na 1-rękich bandytach bo przecież trzeba) w kierunku Wielkiego Kanionu. Świetnie się jeździ, widoczki przepiękne na całej trasie, parę miejsc na zrobienie zdjęć i rozprostowanie kości i po południu ogarnęliśmy Horseshoe Band a wieczorem zachód słońca na WK. WK polecam - przepiękny, majestatyczny, można trochę "traili" zrobić pieszo, zachwycić się jego pięknem i widoczkami.
Kolejny punkt (a właściwie punkty) to była Route 66 - zaczeliśmy w miasteczku Williams, miło, ciepło, trochę turystycznie ale Krupówki to nie są na szczęście. Potem co chwilę ma się jakieś fajne punkty typu opuszczone ghost city albo stylizowane stare stacje benzynowe i całe place zabytkowych aut - no właśnie, tego im zazdroszczę, tylu świetnych oldtimerów nie ma chyba nigdzie a tam to czasem leży przy drodze jak porzucone
Dalej Palm Springs i na wieczór dojechaliśmy do Redondo Beach - fajna mieścina nad samym oceanem blisko LA. Klimacik, ładne molo, najlepsze burgery i śniadania (10$ za jajka, bekon, pankejki i kawę no limit - te 1 prosto z blachy, jak w filmach) jakie jedliśmy w czasie całej wyprawy. Na LA wystarczy 1 dzień - Hollywood (Aleja Gwiazd, Kodak i Chinese Theatre, BH, Cielo Drive (Polański lubi to), Rodeo Drive i napis Hollywood - downtown można spokojnie sobie darować, narkomani, brud i smród
Potem ruszyliśmy Big Sur (polecam ze względu na widoki - tzw Kalifornijska jedynka), po drodze faktycznie pięknie, można zobaczyć m.in słonie morskie, rewelacyjny i wielki pas winnic (kalifornijskie wino w końcu...) i miasteczka Monterey (jak z Forresta Gumpa normalnie, nawet mają tam BubbaGump - krewetki mniam) oraz Carmel-by-the-Sea (swego czasu burmistrzem był tam sam Clint Eastwood
Kolejne 2 dni to SF - i tu jest niesamowity rozdźwięk, z 1 strony bowiem świetne miasto do spacerowania (chyba jedyne z tych dużych bo poza nim to wszędzie jeździ się autem, generalnie pieszy to albo bezdomny albo turysta w takim LA czy LV), uliczki (Lombard street muaaa), słynne tramwaje, dzielnica Chinatown (największa w USA), port, dzielnica hippie (płyty, filmy video, plakaty w sklepach jak z lat 70) - jest nawet dom w którym mieszkała Janis Joplin, dużo wolności (flagi LGBT wszędzie), pozytywnych freaków itd. A z 2 strony wszechobecni bezdomni, narkomani, brud i ciągle zachmurzony Golden Gate (zdjęcia dobrego nie idzie zrobić). W ogóle to czasami byliśmy w szoku idąc obok namiotów bezdomnych na ulicy a 2ulice dalej spotykając yuppie z kubkiem starbacksa - zupełnie jakby te 2 światy nie dzieliła przecznica ale kontynent...) Ale na pewno warto zobaczyć dużo bardziej niż LA.
Kolejne 3 dni to 3 parki - Yosemite (widoki wow, te wodospady, czyste jeziora, masywne skały...nie da się tego opisać), Sekwoja (największe i 3 największe drzewo na świecie, robi to wrażenie) i Dolina Śmierci (wprawdzie tu się łazić nie da, punkty się odhacza i wraca szybko do auta ale zapiera dech - dosłownie - w piersi. 120 F czyli jakieś 49 C mieliśmy, wyschnięta na pieprz ziemia i najgorętsze miejsce na świecie (Bad Water) robi flow. Trochę żałuje ominięcia jeziora Tahoe ale grupa już nie chciała robić kółeczka.
A na koniec szybki nocleg we Fresno (słynne z westernów miasto) i powrót do LV na zakupy w outletach (szału nie ma), słodycze w Walmarcie (warto przywieźć coś dzieciakom czego w PL nie ma) i smażing i leżing nad basenem. Zapore Hoovera odpuściliśmy na rzecz opalania
JAZDA
Tu oddzielne ciekawostki odnośnie jeżdżenia. Generalnie jeździ się świetnie, bardzo bezpiecznie, szerokie i świetnie utrzymane drogi, rewelacyjne oznakowanie. Na minus - trzeba brać poprawkę na czasowe wskazania Google Maps bo jednak jedzie się dłużej (inna rzecz że częste postoje na siku, fajkę, zdjęcie) nie sprzyjają terminażowi
PARKI
Najlepsza rzecz w USA - ogromne, przepiękne, zachwycająco. Rewelacyjnie oznakowane. I można je zwiedzić całe samochodem bo wszędzie piękny asfalcik i wszystkie punkty widokowe z parkingiem
Generalnie polecam choć raz zobaczyć ten kraj. Gdzie wszystko musi być największe
Jakby były jakieś pytania to walić jak w dym. U nas w Stanach



