Najpierw trafilem do Rzymu. Poza Sycylia, nigdy nie bylem nizej niz Mediolan wiec to byla swietna okazja aby zobaczyc stolice Wloch. Stancje mialem daleko od centrum, na Zatybrzu ale ze lubie chodzic to mi to nie przeszkadzalo.
Zaczne od takich swoich przemyslen, pozniej opisze co bylo ciekawe do zwiedzania, jedzenia.
Rzym bedzie mi sie kojarzyl od teraz z kiblem na smieci. W dodatku, zawsze pelnym i smierdzacym. Ciagly syf na ulicach, brud, bezdomni spiacy na kartonach, w parkach (ale uczciwie trzeba powiedziec, ze nie w centrum miasta).
A propos tego obrazka, ludzie zajmujacy sie czyszczeniem miasta pracuja w nocy, jednego wieczora wracamy a oni stoja gdzies na kebabie w siedmiu i sobie dyskutuja.
Spoiler:
Spoiler:
Spoiler:
Spoiler:
Spoiler:
Spoiler:
Nastepnego dnia mialem bilet do Colosseum, do tego Forum Romanum oraz Palatynum. Pierwsze co, to niesamowity gorac w tych miejsach bo beton wszedzie i dobrze ze sa hydranty z woda bo mozna bylo za darmo sie nawadniac.
Colosseum nie zrobilo na mnie ogromnego wrazenia, moze dlatego ze juz bylem na San Siro i oby dwie budowle maja cos wspolnego ze soba.
Mnie najbardziej imponowalo to, jak setki lat temu ktos potrafil takie cos zaprojektowac, zbudowac gdzie dzisiaj chodzisz i widzisz jakie to bylo funkcjonalne.
Spoiler:
Spoiler:
Spoiler:
Nastepnie, udalem sie pociaglem do Bari - bilet niecale 14€, a drogi sporo bo na koniec Wloch. Trasa szybka i po 4h bylem w stolicy Apulii. Uprzedzajac - sporo jezdzilem pociagami (btw po Rzymie duzo ludzi jezdzi pociagami, a nie metrem czy busami) i swietnie sprawdza sie ten transport - pociagi czyste, na czas, w dodatku wygodnie i mysle ze tanio.
W Bari bylem tylko poltora dnia, ale co sie rzuca w oczy, ze to miasto nad morzem i kuchnia opiera sie na owocach morza - krewetki, osmiornica, kalmary, malze. Skusilem sie na talerze prosto z morza i musze powiedziec, ze ciekawe doswiadczenie - poczatki trudne, ale zagadalem sie z parka z Polski i zjadlem caly talerz. Bardzo slone i momentami gumiate.
Spoiler:
Spoiler:
W ogole, w Bari dominowal jezyk polski - duzo turystow od nas, mozna bylo spotkac sporo rodzin znad Wisly.
Samo miasto duze dlatego tez czesto poruszalem sie rowerem miejskim - szybko, tanio i przyjemnie. Ponadto, sporo patologii i tam gdzie mialem stancje to nie bylo ciekawie. Centrum miasta ladne, glowna ulica dluga i bogata (o czym tez pozniej), mozna powiedziec, ze stare miasto rowniez istnieje, jest tam sporo knajpek gdzie mozna usiasc, cos zjesc. Ponadto, moim zdaniem, promenada, z ktorej obserwujesz morze jest piekna, swietne widoki.
Spoiler:
Spoiler:
Z Bari wybralem sie do Lecce. Pociagiem poltorej godziny i bylem na miejscu. Wysiadlem na tym dworcu i bylo tak pusto, spokojnie i pomyslalem sobie, ze bedzie lipa. Ale samo miasto, przeszlo moje oczekiwania.
Jechalem na poludnie ze stereotypem, ze bieda, smrod, pizza za 2€, ale juz moge powiedziec, ze jest zupelnie odwrotnie - Leccelona skradla moje serce, nigdy nie bylem w piekniejszym miescie we Wloszech.
Miasto dzieli sie na stara czesc, jak i na powiedzmy mieszkalna gdzie nasz normalne sklepy jak zara, mcdonalny, sklep Lecce (kupilem zajebista porcelanowa filizanka).
Trudno jest przegapic stara czesc miasta poniewaz samo wejscie do niego jest widoczne :
Spoiler:
Czysto, zadbane no i przede wszystkim, kazdy budynek, budowla sa genialne wykonane i mozna podziwiac.
Spoiler:
Spoiler:
Spoiler:
Spoiler:
Spoiler:
Spoiler:
Pozniej bylem jeden dzien w Brindisi - nie ma tam nic. Nie polecam zmarnowany czas, port jest zamkniety, dalej jakas jednostka wojskowa, a samo miasto to jedna ulica i mala promenada. Najlepsze co mozna zrobic w tym miescie to kupic bilet do innego.
Spoiler:










































