Hoffenheim - Wolfsburg 3:1
Pomimo słabego początku Hoffenheim pokonało mający dotychczas komplet punktów Wolfsburg i jest w górnej połowie tabeli. Pellegrino Matarazzo po raz pierwszy dał szansę od pierwszej minuty młodemu napastnikowi Maximilianowi Beierowi, który powrócił z wypożyczenia i dał dobrą zmianę przeciwko Heidenheim - decyzja ta okazała się strzałem w dziesiątkę. 1. połowa należała jednak w większości do Wilków, które częściej atakowały i miały przewagę w posiadaniu piłki. Już w 6 min. Maximilian Arnold potężnym strzałem sprzed pola karnego sprawdziła Baumanna. Bardzo aktywny po stronie gości był Portugalczyk Tiago Tomas, który na lewej flance sprawiał Wieśniakom spore problemy. W 36 min. wykupiony w lecie ze Sportingu Lizbona piłkarz udokumentował swój dobry występ golem, wykorzystując świetne podanie Winda i trafiając przy bliższym słupku. Hoffenheim wyrównało jeszcze przed przerwą - w drugiej minucie doliczonego czasu gry Bülter dograł wzdłuż bramki, a środkowy obrońca John Anthony Brooks wystąpił tym razem w roli napastnika i z bliska posłał piłkę do bramki. Po przerwie Hoffenheim grało już zdecydowanie lepiej niż w pierwszych 45 minutach i stwarzało sobie kolejne sytuacje bramkowe. W 55 min. Grillitsch dostał świetne miękkie podanie za plecy obrońców i uderzył z powietrza, trafiając w słupek. Wolfsburg odpowiedział sytuacją Cernego, który wywalczył sobie w polu karnym miejsce do strzału i uderzył obok bliższego słupka, ale inicjatywa pozostawała po stronie Hoffenheim. Kapitalną zmianę dał jeden z moich ulubionych piłkarzy Wieśniaków, Robert Skov - tuż po wejściu na boisko Duńczyk zaliczył asystę, w 60 min. dokładnym podaniem obsługując Maximiliana Beiera, który precyzyjnym uderzeniem tuż przy słupku dał Hoffenheim prowadzenie. W 74 min. gola zdobył już sam Skov - Kramarić wyłożył piłkę przed pole karne, a reprezentant Danii kapitalnym uderzeniem od słupka nie dał szans Casteelsowi, który tylko odprowadził piłkę wzrokiem (na VAR sprawdzane było, czy Berisha nie dotknął piłki ręką na początku akcji, ale sędzia po obejrzeniu powtórki uznał chyba, że był to bark). Wolfsburg przycisnął jeszcze w doliczonym czasie gry, ale nie zdołał nawet zmniejszyć rozmiarów porażki.
Cieszy kolejne zwycięstwo, aczkolwiek niepokoić musi fakt, że w kolejnym meczu z rzędu drużyna Matarazzo ma bardzo słaby start i potrzebuje dużo czasu by się rozkręcić, do czego dochodzi dopiero w 2. połowie. W następnych meczach trzeba będzie to zmienić, bo kalendarz jest niełatwy - wyjazdowe spotkania z Kolonią i Unionem Berlin.



