Odetchnąłem po tej październikowej serii gier bo szpital w reprezentacji był konkretny. Jeszcze z Francją można było przegrać (szkoda że w obu meczach z trójkolorowymi zabrakło FDJ, w obu było sporo ubytków i ciężko było obiektywnie powalczyć z wicemistrzami świata) ale mecz z Grecją był już na ostrzu noża. Porażka oznaczała by udział w raz z Polakami oraz być może również nie daj Boże Chorwatami we wspólnym turnieju barażowym ostatniej szansy. Nie muszę też dodawać że nie chciał bym jako Polak i zarazem fan oranje takiej właśnie smutnej sytuacji.
No ale udało się wywieźć z Aten 3 punkty wywalczone w doliczonym czasie i listopadowa seria będzie tylko formalnością. Bardzo buduje rozwój Xaviego Simonsa i jego rosnącą rolę w kadrze, jego momentami magiczny dotyk piłki. Prawdopodobnie w ofensywie pomarańczowych rośnie najjaśniejsza persona od czasów Robbena.



