Styczeń. Rok zaczął się od bólów w klatce piersiowej, co skończyło się wizytą u kardiologa i badaniami. Na szczęście nie wyszło nic poważnego – teraz już wiem, czym w praktyce są nerwobóle.
Początek lutego. Udało się wybrać na 4 dni do Porto. Jak się okazało, to był jedyny urlop w tym roku. Miasto bardzo ładne, trochę inne niż Lizbona (większe przestrzenie itd.). Z chęcią tam wrócę.
Luty-kwiecień. Postanowiłem dogonić życie i w końcu zrobić prawo jazdy. Na początku studiów zaniedbałem temat. Później nie wracałem do niego, ponieważ myślałem, że z powodów zdrowotnych nie będę mógł jeździć. Prawko zdałem, na drodze nikogo jeszcze nie zabiłem, choć po ciemku muszę jeździć w soczewkach a nie okularach.
Marzec. Zaczynamy myśleć o zakupie mieszkania. Rynek nieruchomości stoi od 2 lat, inflacja rośnie, program 2% za kilka miesięcy ma wejść. Pojawia się myśl – albo trzeba kupić mieszkanie teraz albo być w blokach startowych, by mieć już coś ogarniętego na sam początek lipca, gdy program ruszy. Ja mam większość klentów pozyskanych online, żona pracuje zdalnie. Zaczynamy szukać mieszkania z palcem po mapie.
Robimy listę rzeczy, które oczekujemy od mieszkania. Ja nie do końca chciałbym zostać w Krakowie, żona nie za bardzo chciałaby wrócić do Wrocławia. Oboje zgadzamy się, że chcemy 4-pokojowego mieszkania, więc nastawiamy się na trochę mniejsze miasto – w miarę blisko czegoś większego.
Wybór wstępnie pada na Opole – bliżej w rodzinne strony niż Kraków, dobre połączenia w miarę blisko Wrocławia, Śląska i akceptowalna odległość i połączenie do Krakowa i Wrocławia. Pytamy się osób pochodzących z Opola/mieszkających w Opolu o życie w tym mieście. Wniosek – miasto dobre do życia, ale szaleństw wieczornych się nie spodziewajcie. No i gitara.
Pod koniec marca oglądamy drugie mieszkanie w ogóle w Opolu i... jesteśmy w szoku, bo ma prawie wszystko, co mieliśmy na liście. Decydujemy się na kupno i zaczynamy ogarniać kredyt.
Kwiecień . Podpisujemy umowę przedwstępną.
Maj. Podpisujemy ostateczną umowę. Termin wydania mieszkania – połowa czerwca.
Czerwiec-lipiec. Zaczynamy ogarniać rzeczy związane z remontem. Kuchni i łazienki na razie nie ruszamy – kuchnię będziemy zmieniać za 2 lata, łazienkę zostawimy na sam koniec. Decydujemy się na renowację podłóg w całym mieszkaniu, a w salonie wymieniamy podłogi. Problem polega na tym, że gość od podłóg ma w najbliższym czasie dostępny tylko jeden wolny tydzień w lipcu i wszystko trzeba podporządkować do jego terminu. Sporo rzeczy robimy sami (ściąganie raufazy, hatfu), do innych zatrudniamy fachowca. Zmienia się trochę rytm dnia - często w dzień ogarniam rzeczy związane z remontem, wieczorami zajmuję się kancelarią. Po ogarnięciu podłóg zaczynamy wstępnie przywozić rzeczy z Krakowa.
Sierpień. Ustaliliśmy, że do połowy sierpnia mieszkamy w Krakowie, by mieć trochę odstępów między remontem, meblowaniem itd. W sierpniu przenosimy się do mieszkania i zaczynamy się urządzać.
Wrzesień. W końcu mogę pracować w normalnych godzinach. Trzeba umeblować całe mieszkanie, więc niektóre pokoje zaprzyjaźniają się z IKEA, a my zaprzyjaźniamy sięz wieczornym skręcaniem mebli
Październik. Dowiadujemy się, że będziemy mieć dziecko! Widocznie czekało na ustabilizowanie sytuacji mieszkaniowej
Listopad-Grudzień. Pierwszy trymestr. Co tu mówić łatwo nie było
Cele na przyszły rok:
- Nie przegapić niczego istotnego po narodzinach dziecka
- Nie zwariować w pierwszych tygodniach po narodzinach dziecka
- Trochę zwolnić zawodowo, bardziej zadbać o siebie i swój czas, delegować więcej rzeczy. Jestem na etapie rekrutacji kogoś do kancelarii. Zobaczymy, co z tego wyjdzie
- Dłuższe wolne (myślimy o marcu).



