Las Palmas - Barcelona 1:2 (El Haddadi 12' - Ferran 56' Gündogan 90+3'-karny)
Niestety, piłkarze z Gran Canarii po raz kolejny w tym sezonie tracą punkty w doliczonym czasie gry. Szkoda tym bardziej, że zagrali świetną 1. połowę przeciwko Barcelonie. Mimo klasy rywala, podopieczni Pimienty grali w swoim stylu - długie utrzymywanie się przy piłce i próby konstruowania ataków pozycyjnych. W 12 min. gospodarze objęli prowadzenie - Sandro Ramirez świetnie dograł do El Haddadiego, a ten uprzedził Inakiego Penę i posłał piłkę do siatki tuż przy słupku. Barcelona wyglądała w 1. połowie bardzo słabo i nie oddała nawet celnego strzału - kiepska postawa linii pomocy, niewidoczny Lewandowski, wyróżniał się jedynie szarpiący na lewej stronie Alejandro Balde. Las Palmas mogło podwyższyć prowadzenie - w 28 min. Javier Munoz uderzył z dystansu, Pena odbił piłkę przed siebie, a Sandro Ramirez po dobrym zwodzie trafił w słupek. Po przerwie piłkarze Las Palmas zaczęli od dość głębokiej obrony i zostali za to skarceni dość przypadkowym golem - piłka w kuriozalny sposób odbiła się od Lewandowskiego ,trafiła do Sergiego Roberto, a ten przytomnie wyłożył ją Ferranowi, który precyzyjnym uderzeniem po ziemi wyrównał. Początkowo Las Palmas po utracie gola próbowało oddalić grę od swojego pola karnego, ale później Barca znów zaczęła cisnąć i robiło się coraz groźnie. Grę Blaugrany ożywili wprowadzeni na boisko Joao Felix i Lamine Yamal, jednak wydawało się, że uda się dowieźć remis. Niestety, w doliczonym czasie gry po obronionym przez Vallesa strzale Joao Felixa Sinkgraven faulował próbującego dobijać Gündogana, a Niemiec pewnie wykorzystał rzut karny. Szkoda, ale obrona w 2. połowie była zbyt głęboka i Las Palmas przeszło do niej zbyt wcześnie, z taką drużyną jak Barcelona to zawsze ogromne ryzyko.
Teraz Las Palmas czeka szczególnie ważny mecz w Copa del Rey, gdyż będą to derby Wysp Kanaryjskich (na wyjeździe z Tenerife), a później ligowa potyczka u siebie z Villarreal.



