St. Mirren - Celtic 0:3 (Maeda 1' O'Riley 6' Taylor 60')
Drużyna z Paisley bywa u siebie trudnym rywalem dla potęg szkockiego futbolu (w poprzednim sezonie na własnym terenie pokonali 2:0 Celtic i zremisowali z Rangers), ale we wtorkowym meczu po sześciu minutach było już pozamiatane. Po kilkudziesięciu sekundach Maeda ograł w polu karnym obrońcę i wykorzystał sytuację sam na sam, a pięć minut później The Bhoys swobodnie rozegrali piłkę w polu karnym rywala - Paulo Bernardo wyłożył ją O'Rileyowi, który z bliska zdobył gola. Później dość długo działo się niewiele - Celtic nie forsował tempa, a gospodarze nie byli w stanie zagrozić bramce Hart'a. Jeśli można było kogoś wyróżnić po stronie St. Mirren, próbującego pokazywać się do gry w ofensywie Olusanyę, ale to właśnie angielski napastnik musiał pod koniec 1. połowy opuścić boisko w konsekwencji groźnego ataku wyprostowaną nogą na bramkarza mistrzów Szkocji. Po przerwie grający w przewadze Celtic nie miał litości dla rywala i dążył do zdobycia kolejnych goli - w 60 min. po świetnym podaniu Paulo Bernardo za plecy obrońców gola zdobył Greg Taylor. Sytuacje dla The Bhoys mnożyły się i wynik mógł być o wiele wyższy. W 69 min. Furuhashi nie trafił z bliska uderzając głową, a później po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Liam Scales główkował w słupek. Maik Nawrocki, który wrócił do wyjściowego składu w miejsce kontuzjowanego w Old Firm Derby Welsha (Polak już w meczu z Rangers zaliczył niezły występ), nie miał w tym meczu zbyt wiele pracy.
Rangers dotrzymują kroku Celtom, pokonali u siebie 3:1 rewelacyjne w tym sezonie Kilmarnock. Na dnie tabeli coraz gorzej wygląda sytuacja Livingston, które tym razem przegrało 1:2 z Hearts, mają sześć punktów straty do przedostatniego Ross County. Liga szkocka będzie teraz miała kilkutygodniową przerwę.



