Oglądam wielki rewanż San Marino vs Saint Kitts i Nevis. Najciekawsze rzeczy działy się przed meczem. To znaczy sędzia główny to sędzina, bo gwizda babeczka. Jedenastka z Karaibów do zdjęcia wyszła w bluzach, co jest chyba dość rzadko spotykanym zjawiskiem, bo zawsze są stroje meczowe i proporczyk. Co do wydarzeń na boisku.. Jest dokładnie tak jak się spodziewałem. Kilka razy widziałem mecze reprezentacji San Marino u siebie, raz nawet z wysokości trybun, lecz nigdy z rywalem na takim poziomie. Gospodarze mogli zdobyć 2-3 bramki i tym samym śrubować swój kosmiczny rekord zdobytych bramek w kolejnych meczach. Mogą też wyjść na prowadzenie, ale tym razem nie czekają na to 1/5 wieku, a zaledwie kilka dni, więc mało ważne. Raz brakło skuteczności, raz bramkarz Saint Kitts i Nevis wybronił. No cóż, takie mecze też są potrzebne



