No i chyba Twoja zazdrość była zbyt mocna, mam mieszane uczucia bo tym wydarzeniu. Organizacja- dramat, jedno wejście na płytę, rekordziści stali podobno ponad godzinę, nam udało się wejść "już" w 38 minut. Uriah Heep spoko, grali tylko 7 numerów, na koniec poleciały starocie, brzmienie dobre. Widać było, że sporej części ludzi nie udało się jeszcze wejść, na płycie było pustawo. Saxon- nie moja bajka, posłuchałem chwilę i poszedłem z kolegą na piwo- Tyskie 3,5% za 2 dychy, pycha
Wychodzą bohaterowie wieczoru, na płycie ścisk jak cholera, zaczynają grać, set podobny do Pragi dzień wcześniej, ale są pewne zmiany- np. grają "Metal Gods". Halford w formie, niestety robi się coraz głośniej, selektywność zanika, ze sceny napierdala fala dźwięku. Bisy oglądam już z tyłu płyty, przeniosłem się mając nadzieję, że tam będzie lepiej- nie było. Także na pewno nie zrobił na mnie ten koncert takiego wrażenia jak ten z 2011.



