Union Saint-Gilloise - Antwerp 1:0 (Machida 45+1')
Alexander Blessin i jego podopieczni sięgnęli dziś po Puchar Belgii, pierwszy dla Unionu Saint-Gilloise od 1914 r. Bardzo się cieszę, że wygrali ten mecz - prowadzenie w lidze stracili w dużej mierze z powodu idiotycznych zasad (dzielenie punktów po rundzie zasadniczej) i szkoda byłoby, gdyby przy tak świetnej postawie w przekroju całego sezonu nie zdobyli żadnego trofeum. Samo spotkanie było dość przeciętne. Po okresie początkowej przewagi Unionu do głosu doszła Antwerpia - z dystansu groźnie uderzył Ekkelenkamp, trafiając w słupek. W końcówce 1. połowy gra z obu stron była dość niemrawa, ale wtedy padł jedyny gol meczu - główka Gustafa Nilssona została wyblokowana na rzut rożny, po dośrodkowaniu z którego gola zdobył z bliska Koki Machida. Po przerwie Union oddał trochę inicjatywę Antwerpii, jednak piłkarze aktualnych jeszcze mistrzów Belgii mieli ogromny problem ze stworzeniem zagrożenia pod bramką rywali i przekucia przewagi w posiadaniu piłki na konkrety. W 73 min. Union mógł zamknąć mecz - Loic Lapoussin przeprowadził dobrą akcję lewym skrzydłem i dobrze dośrodkował, a Nilsson z bliska główkował niecelnie (gdyby zostawił piłkę, być może któryś z kolegów za jego plecami miałby lepszą pozycję do uderzenia). W 80 min. Burgess popełnił fatalny błąd, tracąc piłkę we własnym polu karnym na rzecz Ekkelenkampa, jednak były piłkarz Herthy nie wykorzystał prezentu. W końcówce Union bronił się dość głęboko, ale przeważająca Antwerpia nadal raziła nieporadnością w ataku, kolejne wrzutki na aferę nic nie dawały. W 84 mn. po dośrodkowaniu Ejuke (Nigeryjczyk dał dobrą zmianę) w polu karnym do woleja złożył się Alderweireld, ale posłał piłkę ponad bramką Anthony'ego Morisa. W doliczonym czasie gry Antwerpię dobić mógł Amoura - wygrał pojedynek biegowy z rywalem, ale sytuacji sam na sam uderzył niecelnie.
Brawo!



