Premier League 2023/2024

Awatar użytkownika
Magnum
Moderator
Moderator
Posty: 15528
Rejestracja: 17 cze 2006, 23:01
Reputacja: 2151
Lokalizacja: Lancaster (Pennsylvania)
Kontakt:

Premier League 2023/2024

Post autor: Magnum » 21 maja 2024, 14:38

Dołącze do zaległej dyskusji z wczoraj ;)
sickstick pisze:
20 maja 2024, 14:39
Także bardzo sobie ceniłem te czwartki, aczkolwiek od kilku tygodni co raz bardziej uświadamiam się że ja mam po prostu zupełnie inne podejście do kibicowania niż większość z was - bardziej czerpię przyjemność z eventu meczowego niż wy, za to zupełnie mniejszą emocjonalną wagę przywiązuję sukcesów czy miejsca na koniec sezonu.
masacra pisze:
20 maja 2024, 16:21
Myślę, że ludzie sympatyzują z drużynami z drugiego końca kontynentu dlatego, bo w dupie mają na jakim poziomie te drużyny rywalizują, liczy się tylko aby dobrze spędzić czas przy meczyku. No tak to widzę XD
Filozoficznie do tego podchodząc to o ile absolutnie nie podzielam tego, co mówi sickstick, to jednak w sumie tak jak przedstawił to masacra to... trochę ma to sensu. Tzn. ma i nie ma, bo niespecjalnie ma jara oglądanie ciulowej piłki, a jeśli gramy w LE czy LK to znaczy, że jednak gramy na tyle ciulową piłkę, żeby tam spaść ;) Z drugiej strony i tak jest ona na dużo wyższym poziomie, niż mój klub w MLS czy kluby z Eklapy, więc cóż. No ogólnie dla mnie okazja do wyjścia do baru w gronie kibiców czy spędzeniu czasu w gronie znajomych i obejrzenie swojej drużyny jest istotne i daje najwiekszą frajdę, ale koniec końców mecze się gra po to, żeby je wygrywać a wygrywa się mecze po to, żeby zdobywać złom. I o ile nie zmieniłoby w moim życiu otrzymanie złomu czegokolwiek, to odczuwałbym większą satysfakcję jako kibic, że moja druzyna była najlepsza w Anglii/Europie/śmietniku (skoro puchar śmietnika, no to cóż... ;) )
Mr.Chris pisze:
20 maja 2024, 16:43
Natomiast jak byłem "syty" lub świeżo po SAFie, to zupełnie inaczej się do tego podchodziło. LE to był przymus, a z EFL Cup chciałem szybkiego odpadnięcia, żeby był lżejszy terminarz w grudniu i styczniu.
Miałem dokłdanie tak samo. W 2011 roku finał Carling Cup traktowałem jako największe wydarzenie dla klubu od finału LM 2006. Zresztą nie tylko ja - wszyscy* kibice, cała otoczka, klub, no po prostu tak to wyglądało. W 2018, po trzech tryumfach w FA Cup na przestrzeni kilku wcześniejszych lat, finał Pucharu Ligi z City po mnie spłynął - ot nie udało się wygrać z maszynką, trudno, złom nie taki istotny, już się troche go nabrało, chciałbym jednak wrócić do top4 i grać o tytuł a nie puchary pocieszena.

*zapewne prawie ;)
masacra pisze:
21 maja 2024, 8:12
No spoko. Nie zauważyłem tego na forumku. Zauważyłem za to kręcenie sobie beczki że mnie przez twojego kolegę po szalu swego czasu, że niby o niczym innym nie pisze i że napalam się na ukaranie City (co jest ofc nie prawda bo od samego początku pisze, że imo skończy się wesołym oberkiem dla nich)
No rozumiem, ale wiesz, sytuacja na forumku jest specyficzna. Jest nas aktywnych dwóch, w tym specyficzny sickstick i ja który za dużo nie piszę. Bardzo słaba próba reprezentatywna kibiców Arsenalu ;) Zaręczam, że na każdym meczu z City od wielu lat kibice Arsenalu śpiewają "you bought it all" w stronę niebieskich, a twittery często podnoszą dyskusję o "115 FC" ;)
sickstick pisze:
21 maja 2024, 10:28
Rodri ma niestety trochę racji. Zagraliśmy na Etihad na remis co udało się zrealizować, zaś w ostatecznym rozrachunku okazało się że gdybyśmy tamten mecz wygrali to dziś mistrz byłby inny. Właśnie WIelki Klopp nigdy się tak nie zamurował i zawsze były meczycha - czasem się kończyły po 5:0 w plecy, a czasem zwycięstwami.
Daj spokój, to było najlepsze co mogliśmy zrobić, jak zresztą Sergek mówi - to oni wtedy musieli grać o pełną pulę a nam wystarczył remis. Wtedy prowadziliśmy w tym wyścigu i jedyne potknięcie od tamtej pory do teraz to Aston Villa.

A o Rodrim wypowiadać się nie będę, bo jestem moderatorem i nie wypada.

Wróć do „Anglia”