sickstick pisze: ↑20 maja 2024, 14:39Także bardzo sobie ceniłem te czwartki, aczkolwiek od kilku tygodni co raz bardziej uświadamiam się że ja mam po prostu zupełnie inne podejście do kibicowania niż większość z was - bardziej czerpię przyjemność z eventu meczowego niż wy, za to zupełnie mniejszą emocjonalną wagę przywiązuję sukcesów czy miejsca na koniec sezonu.
Filozoficznie do tego podchodząc to o ile absolutnie nie podzielam tego, co mówi sickstick, to jednak w sumie tak jak przedstawił to masacra to... trochę ma to sensu. Tzn. ma i nie ma, bo niespecjalnie ma jara oglądanie ciulowej piłki, a jeśli gramy w LE czy LK to znaczy, że jednak gramy na tyle ciulową piłkę, żeby tam spaść
Miałem dokłdanie tak samo. W 2011 roku finał Carling Cup traktowałem jako największe wydarzenie dla klubu od finału LM 2006. Zresztą nie tylko ja - wszyscy* kibice, cała otoczka, klub, no po prostu tak to wyglądało. W 2018, po trzech tryumfach w FA Cup na przestrzeni kilku wcześniejszych lat, finał Pucharu Ligi z City po mnie spłynął - ot nie udało się wygrać z maszynką, trudno, złom nie taki istotny, już się troche go nabrało, chciałbym jednak wrócić do top4 i grać o tytuł a nie puchary pocieszena.
*zapewne prawie
No rozumiem, ale wiesz, sytuacja na forumku jest specyficzna. Jest nas aktywnych dwóch, w tym specyficzny sickstick i ja który za dużo nie piszę. Bardzo słaba próba reprezentatywna kibiców Arsenalumasacra pisze: ↑21 maja 2024, 8:12No spoko. Nie zauważyłem tego na forumku. Zauważyłem za to kręcenie sobie beczki że mnie przez twojego kolegę po szalu swego czasu, że niby o niczym innym nie pisze i że napalam się na ukaranie City (co jest ofc nie prawda bo od samego początku pisze, że imo skończy się wesołym oberkiem dla nich)
Daj spokój, to było najlepsze co mogliśmy zrobić, jak zresztą Sergek mówi - to oni wtedy musieli grać o pełną pulę a nam wystarczył remis. Wtedy prowadziliśmy w tym wyścigu i jedyne potknięcie od tamtej pory do teraz to Aston Villa.sickstick pisze: ↑21 maja 2024, 10:28Rodri ma niestety trochę racji. Zagraliśmy na Etihad na remis co udało się zrealizować, zaś w ostatecznym rozrachunku okazało się że gdybyśmy tamten mecz wygrali to dziś mistrz byłby inny. Właśnie WIelki Klopp nigdy się tak nie zamurował i zawsze były meczycha - czasem się kończyły po 5:0 w plecy, a czasem zwycięstwami.
A o Rodrim wypowiadać się nie będę, bo jestem moderatorem i nie wypada.



